STRONA GŁÓWNA
ZWIERZĘTA
W DOMU
POD STAŁĄ OPIEKĄ
TĘCZOWY MOST
TELEFONY ALARMOWE
+48 798 180 888
+48 608 270 633
adopcje@sosbokserom.pl
GORTEK
Wiek: 7-9
Umaszczenie: Białe
Stosunek do dzieci: Przyjazny
Pod opieką: Fundacja
Płeć: Pies
Status: Tęczowy Most

30.07.2012

Dostaliśmy smutną informację o białym mixie boksera, który pilnie potrzebuje nowego domu.
Obecni właściciele nie mogą dłużej zajmować się psem.W domu pojawiło się małe dziecko, a pies pomimo tego, że nie przejawia żadnej agresji, musi zostać oddany.Właściciele zgodzili się dać mu jeszcze dwa tygodnie, po tym czasie pies musi zniknąć.
Los jest okrutny, nawet gdy pies nie przejawia agresji i nadal chce być członkiem rodziny, to nie jest mu to dane.  Niestety jego gabaryty zaważyły na tym, że musi opuścić dom....po tylu wspólnie spędzonych latach. Szukamy dla tego uroczego białasa najlepszego domu w trybie pilnym...

Informacje od właściciela psa:
Gortek ma 8 lat. Jest bardzo miłym i sympatycznym  psem choć może trochę za bardzo rozpieszczonym. Mimo swych lat nadal zachowuje się jak szczeniak. Ciągle by się bawił i wariował.

30.08.2012

Gortek przeszedł pod opiekę naszej Fundacji, zamieszkał w domu tymczasowym we Wrocławiu. Dziękujemy Kasi i jej mężowi za to, że przyjęli tymczasowo boksera do siebie.

Relacja Kasi:

"Gortek, a właściwie Żuczek (bo tak psa nazywał poprzedni właściciel, choć lepiej reaguje na "Gortek") to bardzo grzeczny pies. Takie kochane cielę. Nie jest agresywny w stosunku do "psiej pani domu" chociaż czasem powarkuje gdy podchodzi do jego miski. Generalnie psy są o siebie zazdrosne, lecz ze wstydem muszę przyznać, że to naszej księżniczce zdarza się kłapnąć na niego pyskiem. Żuczek trochę niedosłyszy, więc nie wolno spuszczać go ze smyczy podczas spaceru, bo zobaczywszy innego psa nie słyszy wołania właściciela. Pies nie wychodził dotąd na długie spacery, więc wyprowadzony na więcej niż 20 minut szybko się męczy. Lubi chodzić po trawie i bardzo się cieszy gdy jest wśród zieleni. W domu jest spokojny, głównie śpi, albo chodzi i coś ciamka. Jest bardzo cichy. Nie szczeka i nie chrapie. Trzeba nauczyć go jeść mniej, bo jak widzi pełną miskę to napycha się w parę sekund i potem wymiotuje, więc teraz karmimy go 2 - 3 razy dziennie, ale mniej.

Żuczek boi się być zamknięty w pokoju. Zostawiony sam w mieszkaniu nie broi i jest grzeczny, ale zamknięty w małym pomieszczeniu ogarnia go smutek, panika i niepokój.

W sobotę będzie miał przeprowadzany zabieg kastracji, po której będzie gotowy do adopcji.
Gordek to wspaniały, mądry pies, który wniesie dużo ciepła do nowego, który zechce dać mu miłość i szczęście na jakie zasługuje."

22.10.2012

Gortek zamieszkał w nowym domu we Wrocławiu.

Relacja:
"Gortuś ma się dobrze i na pewno jest szczęśliwy, w czwartek 25.10 jedziemy na operację choroby uchyłkowej jelita. Datę operacji jeszcze muszę jutro ostatecznie potwierdzić, ale nawet jeśli się przesunie to najwyżej o tydzień. Po pierwsze, wbrew słowom poprzedniego właściciela nadaje się na spacery. Jest spuszczany ze smyczy i biega po polanach i lesie, który ma nieopodal. Na inne psy napotkane podczas spaceru nie zwraca uwagi - chyba jest świadomy, że mało kto ma z nim szansę. Lubi koty rezydentów, choć jest o nie zazdrosny, gdy to one są głaskane."

27.04.2013

Dostaliśmy nową relację i zdjęcia z domu Gortka / Żuka:

"Tak jak obiecałam posyłam kilka zdjęc z nowego miejsca zamieszkania Żuka. Niedaleko domu mojej mamy, w którym teraz mieszkamy jest las, a w nim jezioro nad które dośc często jeździmy. Zdjęcia są właśnie z takiego spaceru. W domu jest trochę zimniej niż w bloku, w którym mieszkaliśmy we Wrocławiu, wiec Żuk został odpowiednio doposażony, co widać na jednym ze zdjęć. Poza tym Żuk jeszcze nie przyzwyczaił się do domu - boi się chodzić do ogródka w obawie, że nie wróci już do domu, także najchętniej siedzi pod kołdrą w pokoju z moją mamą ktorej bardzo pilnuje, ale na spacerach do lasu albo na pobliskie pola bardzo się ożywia.

Moja mama również bardzo go polubiła, bo jest mądry i kochany. Tylko wciąż uparcie próbuje przytulić się do jej złamanej nogi. Ot, nasze empatyczne bydlę :)

Z pozdrowieniami,
Kat, Madson i Żuk."
23.09.2014
Dostaliśmy nową relację z domu Gortka zwanego Żuczkiem :)
Przygody białego podróżnika:

Dużo jeżdżę i często się przeprowadzam. Taka praca. Ale nie jest prawdą, że nie można przy takim trybie życia mieć psa. Ja mam psa "od zawsze" i "od zawsze" były to boksery. Żuk jest kolejnym staruszkiem, którego adoptowałam- trafił do mnie mając 8 lat. Że Żuk nie jest zwykłym psem było wiadomo od początku. Po pierwsze jest mieszanką boksera, buldoga amerykańskiego, amstafa, prawdopodobnie labradora i krowy. Jest kanapowcem, ale jego ulubiona kanapa to ta w samochodzie. Żuk zresztą pochodzi z Anglii, został przywieziony do Polski przez poprzedniego właściciela, a po adopcji jeździł ze mną to tu to tam. Popijał czeskie piwo i jadł bawarskie kiełbaski, a gdy Europa okazała się za ciasna zdecydowaliśmy się jechać dalej - do Ameryki Południowej.

Nerwów i strachu z tym związanych była masa. Jak pies przeżyje podróż? Czy w ogóle przeżyje, bo przecież Żuk ma już 10 lat! Czy po przylocie nie będzie trzeba poddawać go kwarantannie? I co z wszystkimi tymi egzotycznymi i potencjalnie jadowitymi okazami, które Żuk najpewniej spróbuje bezpardonowo zeżreć?
Żuk oczywiście niespecjalnie przejmował się czymkolwiek i zamiast wspierać przerażonego i zestresowanego do granic wytrzymałości człowieka bezczelnie dwa miesiące przed wyjazdem rozchorował się na poważne zapalenie ucha. Na szczęście był wtedy w Warszawie, gdzie udało się postawić go na nogi.

Ze względu na podeszły wiek Żuka podróż została podzielona na dwa etapy. Najpierw przelot do Portugalii, gdzie pies odetchnie po swoim pierwszym w życiu locie, następnie z stamtąd bezpośrednio do Brazylii.
Jak już wcześniej wspomniałam nerwów było z tej okazji mnóstwo. Po pierwsze klatka nie dotarła na czas i trzeba było ją odebrać z magazynu w dniu odlotu. Jesteśmy z Wrocławia, a lecieliśmy z Warszawy, więc średnio nas to cieszyło.Żuk nie jest mały, zatem klatka która spełniałaby wymogi linii lotniczych musiała być ogromna. A jechaliśmy na lotnisko yarisem...

Dotarłszy na lotnisko załadowaliśmy tę ogromną klatkę i moje bagaże (moim bagażem podręcznym był wór żuczej karmy...) na wózek, Żuka zaś zgodnie z zaleceniem obsługi linii lotniczych zdecydowaliśmy się holować na smyczy aż do bramki. I tak stanęliśmy przed pierwszym problemem, a był nim Arcyważny Lotniskowy Szeryf, który uznał, że Żuk idący nieopodal na postronku stanowi zagrożenie dla obronności lotniska i ma być zeń natychmiast usunięty. Po okazaniu Panu Arcyważnemu Lotniskowemu Szeryfowi biletu psa który, jakby nie patrzeć, upoważnia rzeczonego psa do przebywania na lotnisku zażądano od nas, aby Żuka bezzwłocznie wsadzić do klatki i przenieść do strefy przeszukań. Prośba ta nie została rozpatrzona pozytywnie. Po pierwsze, była skrajnie nierealna - Żuk waży 30 kg i zdecydowanie nie jest psem "na rączki". Ponadto obsługa linii lotniczych (z którą rozmawiałam 10 minut przed spotkaniem Pana Arcyważnego i do której właśnie szliśmy) prosiła, żeby pies jak i klatka stawili się pod bramką w stanie rozłącznym. Najprawdopodobniej żeby łatwiej było stwierdzić które jest które.Poza tym klatkę muszą najpierw obmierzyć, prześwietlić, nadać homologację i odprawić mroczne amazońskie rytuały bezpiecznego lotu (lecieliśmy portugalskimi liniami lotniczymi, ale rytuał jest ponoć obowiązkowy na każdym boeingu - dyrektywa UE). Po drugie Pan Arcyważny był zwyczajnie niegrzeczny  i wyraźnie szukał kogoś, na kim mógłby przetestować autorytet. Test wypadł słabo, bo pies poszedł dalej na własnych nogach a klatka, po zatwierdzeniu przez obsługę linii lotniczych została przeniesiona do punktu odpraw  bagażu ponadwymiarowego. Prześwietlono też szelki, kaganiec i smycz. Psa nikt nie prześwietlał.
Z klatką było trochę dodatkowych nerwów, wartych wspomnienia coby inni planujący podróż mogli ich uniknąć. Różne linie lotnicze mają różne wymogi dotyczące przewozu zwierząt. Niektóre chcą klatek metalowych, inne wyłącznie plastikowych, niektóre domagają się, żeby pies mógł się w klatce położyć, inne każą mu zapewnić dość przestrzeni, żeby mógł swobodnie wykonać potrójne salto de la muerte na podwieszonym pod sufitem trapezie. I to wszystko jest jak najbardziej jasne i sprecyzwane tylko.... linie lotnicze tworzą konsorcja. I tak człowiek kupujący bilet na lot z Air France może w efekcie lecieć LOTem. W mającym nas przewozić konsorcjum wymogi dotyczące materiału z którego jest klatka były bardzo niespójne przyprawiając mnie o pierwszy tego dnia stan przedzawałowy. Nasza klatka była metalowa, bo tylko takie mają na wyposażeniu trapez. Plastikowe mają tylko poduszkę. Szczęśliwie okazało się, że akurat w sobotę na tej trasie lata samolot zezwalający na metalowe klatki (jak się dowiedziałam w niedzielę lata już zezwalający na coś innego) i Żuk mógł zostać nadany.
Żuk wprawdzie niespecjalnie chciał wejść do klatki, ale jak już wszedł to po prostu zwinął się na kocyku i zaczął chrapać, ja natomiast udałam się dla odmiany odprawić i prześwietlić moją osobę. Okazawszy co trzeba komu trzeba, poszłam spokojnie do mojej bramki, gdzie czekała na mnie tłumnie obsługa lotniska. Poinformowali mnie, że klatka nie miała wystarczającej liczby rączek służących do podnoszenia jej bez konieczności kontaktu z zawartością (nie, żeby zawartość przejmowała się tym, że w ogóle ktoś do niej podchodzi, ale przepisy to przepisy), w związku z czym ją zgubili i musimy poczekać z odlotem zanim namierzą gdzie trafiła. 15 minut i kolejny stan przedzawałowy później pies się znalazł, a ja nauczyłam się, że Lizbona i Lublana brzmią w lotniskowym żargonie zatrważająco podobnie.
Lot był krótki - 3 godziny. Ja spałam, Żuk jak podejrzewam też spał. Na lotnisku w Lizbonie przywieziono mi go na wózeczku. Jak już się obudził chętnie wyskoczył z klatki i odebrawszy należną mu porcję zachwytów i głasków od przechodniów i obsługi lotniska w Lizbonie wdarł się do czekającej na nas pod terminalem taksówki.

Lizbona nie jest miastem dobrym do zwiedzania ze zwierzętami. Jest piękna, zabytkowa, ale też cała brukowana i ciężko znaleźć miejsce, gdzie pies mógłby się załatwić. Dlatego też, z wyjątkiem jednej wycieczki na plażę, biały siedział cały czas w hotelu śpiąc pod klimatyzatorem. Wylot z Lizbony był nieco uciążliwy - samolot okazał się być opóźniony o 9 godzin. Ponieważ Biały nie bardzo lubi metro i schody ruchome zdecydowałam się poczekać na samolot na lotnisku. Obsługa lotniska był bardzo przyjemna - nikt specjalnie nie zwracał na nas uwagi, za to biały robił furorę. Każdy chciał go pogłaskać albo zrobić sobie z nim zdjęcie. Włącznie z wracającą z mistrzostw narodową drużyną koszykówki. Przed odlotem  Biały dość niechętnie wszedł do klatki i odjechał do samolotu. Najbardziej widowiskową częścią podróży było, gdy w Natal Biały wjechał na taśmie bagażowej. Nie byłoby osoby, która by się na niego nie zagapiła :)
Brazylia bardzo się Żukowi podoba. Od słońca brązowe części futra z wolna robią się złote, a od piasku łapki zrobiły mu się całkiem różowe. Jest mu tu ciepło, i pełno tu jaszczurek i krabów do ganiania i przede wszystkim jest ocean. Biały kocha ocean, dlatego też chodzimy na plażę możliwe często. Z psa, który nie lubił wody Biały przeistoczył się w fokę - wskakuje w fale i cieszy się gdy go obryzgują. Odkrył też kokosy. Palmy kokosowe rosną tu wszędzie, coś jak u nas kasztany. I jak u nas kasztany, kokosy czasem spadają. A już na pewno jak się na palmę wskoczy kilka razy spadają. Biały, odkrywszy tę prawdę, zazwyczaj z każdego spaceru przynosi w pysku jeszcze zielonego kokosa. Ostatnio też nabył nową umiejętność, mianowicie złowił rybę. Nie pozwoliłam mu jej zjeść, bo nie byłam pewna, czy ryba nie jest aby śnięta, niemniej co zdobył to jego. Biały lubi się też wylegiwać na plaży. Po prostu kładzie się i leży. Dam mu tak poleżeć do grudnia, kiedy to ruszamy samochodem na drugą stronę Ameryki Południowej nad Pacyfik, a potem w Andy :)
Pozdrowienia,
Kat."

03.05.2015
Dostaliśmy bardzo smutną wiadomość z domu Gortka, vel Krówka, Białego podróżnika...
"Minęły już dwa miesiące, a ja cały czas mam wrażenie, że jednak Biały Podróżnik zaraz wstanie zza łóżka i podejdzie położyć swój biały łeb obok mojej nogi.
Żuk, zwany też Białym albo Krową miał 8 lat, kiedy trafił do mnie na 3 dni. Miałam wówczas swoją zazdrosną bokserzą babunię, ale Żuk desperacko potrzebował domu, więc nie mogłam odmówić. Znaleźliśmy mu dom, ale ten nie okazał się odpowiedni, więc Żuk wrócił do nas, a my już nie chcieliśmy się z nim rozstawać.

Żuk krową był nie tylko ze względu na rozmiar i umaszczenie. Miał też krowi charakter - był spokojny, lgnął do ludzi, a innych zwierząt trochę się bał. I gdy gdzieś się chciał dostać, to po prostu lazł. Nie był sprytny, w psich standardach nawet trochę głupiutki, ale był skupiony, uparty i silny. Gdy po operacjach biegał  w kołnierzu, był postrachem każdego na drodze.

Nie szczekał, więc uczyliśmy go jak drażniąc się z nim wodą i szczekając na niego. Nauczył się tak dobrze, że z czasem tego żałowaliśmy, bo szczek miał donośny i potężny.
Żuk uwielbiał jeść, bawić się piłką i podróżować. Później doszło jeszcze brodzenie bo brzuch w wodzie. Gdy tylko dało mu się szansę, ładował się do auta i czekał, aż gdzieś się go zawiezie. Był czas, że nawet załatwić się nie chciał, bez podwózki... Dzielnie zwiedził sporo Europy, a gdy Europa zrobiłą się za ciasna, poleciał ze mną do Brazylii.
Sądzę, że lubił swoje brazylijskie życie. Słońce pomagało na biedne stare łapy, poza tym tu mógł chodzić luzem po plaży, gdzie czasem wchodził do wody zamoczyć nogi, a czasem po prostu stał i wąchał, co tego dnia przynosił ocean.
Niestety im był starszy, tym bardziej chorował, aż wreszcie w listopadzie zachorował tak, że nie dało się mu pomóc. Badania wykazały nieoperacyjny nowotwór. Mimo choroby Żuczuś został sobą. Nawet gdy już nie chodził, nadal lubił jak się go zabierało nad ocean i nawet chory nadal niuchał za mięsem i czekoladą.
Dlatego pochowaliśmy go na wydmie z widokiem na ocean. To teren wojskowy, więc nikt nie postawi mu na głowie hotelu.

Był jedyny w swoim rodzaniu i bardzo za nim tęsknimy."
Fundacja "SOS Bokserom", ul. Mrówcza 77a, 04-857 Warszawa
nr konta: 06 1500 1012 1210 1015 2421 0000
NIP: 952-206-26-60

Copyright © 2017 sosbokserom.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie umieszczone na stronie teksty, zdjęcia, oraz grafiki podlegają prawu autorskiemu i nie wolno kopiować ich w celu wykorzystania komercyjnego lub przekazania osobom trzecim ani też ich zmieniać i wykorzystywać w innych serwisach internetowych.