STRONA GŁÓWNA
ZWIERZĘTA
W DOMU
POD STAŁĄ OPIEKĄ
TĘCZOWY MOST
TELEFONY ALARMOWE
+48 798 180 888
+48 608 270 633
adopcje@sosbokserom.pl
BRUCE
Wiek: 3-5
Umaszczenie: Żółte
Stosunek do dzieci: Nie sprawdzony
Pod opieką: Fundacja
Płeć: Pies
Status: Tęczowy Most

12.03.2014

Bruce trafił do schroniska 2 tygodnie temu.

Po kwarantannie, w dniu dzisiejszym przeszedł pod naszą opiekę, przyjechał do lecznicy na wizytę kontrolną, po czym pojechał do domu tymczasowego, zamieszkał u Marty w Warszawie.

Serdecznie dziękujemy Pani Wandzie Dejnarowicz, Dyrektor Schroniska "Na Paluchu" za pomoc i zaufanie.
Dziękujemy również Puulinie i Mariuszowi za pomoc w transporcie.
Bruce miał w lecznicy badanie krwi, badanie kału, wykonano mu toaletę uszu.
Bokser jest spokojny i bardzo przyjazny.
Czekamy na relację z domu tymczasowego.

18.03.2014

Bruce, zamieszkał w nowym domu pod Warszawą.

"Dobry wieczór,
Zgodnie z obietnicą w załączeniu przesyłam kilka fotek, które udało mi się zrobić po przyjeździe boksia do domu. Postanowiliśmy nadać mu imię Bono.
Podróż z Ursynowa do naszego domu zniósł bardzo dobrze. Spotkanie z kotem przebiegło bardzo spokojnie, Bono nie przejawia większego zainteresowania nim. Kot jest lekko zestresowany ale wszystko wskazuje na to, że stosunki między nimi ułożą się prawidłowo. Zaserwowany pierwszy posiłek w nowej misce i nowym domu smakował wybornie, po czym krótki odpoczynek przy kominku i przedostatni spacer tego dnia już za nami. Jeszcze jeden spacerek przed pójściem spać i mamy nadzieję, że noc minie spokojnie.
Bono był już na swoim posłaniu, które wcześniej zostało przetestowane przez kota. Humor mu dopisuje, pierwsze igraszki z Panem i ulubioną piłeczką Bono były bardzo udane. To tylko jak na pierwszy dzień naszego dalszego wspólnego życia.
Jeszcze raz bardzo serdecznie dziękujemy Pani Marcie oraz Pani Marcie S. z domu tymczasowego, Pani Magdzie (i Lili) oraz Pani Ali.

Pozdrawiamy .
Bono, Iker (to kot), Małgosia, Jacek, Ola i Filip"


03.08.2014
Dostaliśmy relację z domu Bruce:
"Dzień dobry Pani Marto,
zgodnie z obietnicą przesyłam relację i zdjęcia. Tak jak Pani prosiła Bono został ucałowany od Pani. Ciągnęliśmy zapałki kto dostąpi tego zaszczytu, wygrała Mama ale i tak każdy dał buziaka od siebie. Bono również przesyła Pani całusy :)

I tak minęły 4 miesiące odkąd Bruce/Bono jest z nami. Cztery miesiące a mamy takie wrażenie, że Bono jest z nami od zawsze. Coraz trudniej jest przypomnieć sobie czas gdy go z nami nie było. Bono jest bardzo grzeczny, nie sprawia żadnych problemów. Pozostawiony w domu tylko z kotem nic nie niszczy. ”Ścieli” tylko moje łóżko po swojemu i tam śpi. W nocy również zajmuje moje łóżko niejednokrotnie prawie mnie z niego wypychając. Uwielbia zajmować jak największą część łóżka i kołdrę. Aktualnie mamy do spania dwie kołdry i narzutę, ponieważ jak Bono zaanektuje jedną kołdrę to przynajmniej mam drugą więc mogę się czymś przykryć. Bono najczęściej śpi w poprzek łóżka i nie ma mowy aby się przesunął. W typowy dla bokserów sposób okazuje radość po czyimś powrocie do domu. Najpierw nieśmiało zaczyna ruszać ogoneczkiem, później zaczyna trząść pupą, następnie trzęsie się już cały a później podskakuje, fika koziołki, kręci precelki. Radości nie ma końca. I będzie się tak cieszył aż uda mu się dostać do ust i dać buzi albo ugryźć w ucho lub w nos. Uwielbia wygrzewać się na tarasie, nawet w upał. Przychodzi na chwilę schłodzić się do domu i znów wraca na słonko. I nawet jeżeli przesuniemy jego posłanie do cienia to on i tak pójdzie i położy się na słońcu. Najbardziej smakuje mu woda z miski na tarasie i nawet jeżeli ta w domu jest pełna to i tak życzy sobie uzupełnienia miski „tarasowej”. Jednak najpyszniejsza woda znajduje się w podstawce do parasola. Pierwszy raz tak długo kombinował przy podstawce aż korek od niej wcisnął do środa, przewrócił parasol i wylał prawie całą wodę na taras. No ale wtedy mógł się napić. Na spacery chodzi bardzo chętnie, słowo „spacerek” rozumie bez najmniejszych problemów. Bardzo ładnie chodzi na smyczy, nie ciągnie. Psy które obszczekują go z terenu swoich posesji traktuje zupełnie obojętnie, udaje, że nie słyszy. Jednak gdy któryś szczeka zbyt długo albo w sposób który danego dnia mu się nie podoba to potrafi ruszyć do niego i pokazać mu, że on też potrafi szczekać( i to jak pięknie, ma taki niski gruby głos). I szczeka tak aż dostanie piany na pysku a wtedy kończy i robi minę pt:” ehhh, to ja zawsze muszę zrobić porządek…”. Kilka razy był w odwiedzinach u Babci w Warszawie. Podróż samochodem to co Bono kocha. Często pakuje się do samochodu nawet na „trasie” podjazd – garaż. U babci w mieszkaniu był bardzo grzeczny i od razu zajął kanapę a Babcia dała mu poduszeczkę, „żeby dziecku było wygodnie”. Na spacerze napotkane psy mijał obojętnie ale gdy zobaczył bokserkę stanął jak zamurowany. Obserwował ją i nie było mowy aby iść dalej. Był nią po prostu oczarowany. Relacje z kotem są dobre. Niestety nie zdobyli się jeszcze na bliższy kontakt i powąchanie. Kot często robi profilaktyczny „osyk” a wtedy Bono wie, że bliżej nie może podejść. Czasem Iker go prowokuje i testuje jego reakcję, maszeruje mu przed nosem, podchodzi bardzo blisko i czeka na reakcję Bono. A on zawsze jest bardzo spokojny i po prostu się wycofuje. W piękny sposób upomina się o jedzenie. Najpierw zaczyna się przeciągać a następnie mlaska, jęczy i mruczy. Jest przy tym niesamowicie uroczy. Gardzi suchą karmą i nie tknie jej bez dodatków (gotowany kurczak z marchewką). Oczywiście najlepsze jedzenie to kocia karma i zawsze kocią miseczkę wyczyści dokładnie. A ostatnio nawet pokusił się o wypicie kociego mleka. Bonko to także koparko- piaskarka. Koparka, ponieważ kopie doły w ogrodzie chociaż niekoniecznie są one potrzebne a piaskarka ponieważ znosi piach do łóżka. „Zdał już test” przed naszym dłuższym wyjazdem na wakacje. Został na 5 dni z Babcią. I był bardzo grzeczny. Spał oczywiście razem z Babcią, budził Babcię buziakami i wyciągał bardzo często na spacery. O naszym boksiu można by pisać w nieskończoność ponieważ nigdy nie wyczerpią się słowa opisujące to jaki jest cudowny. Jeszcze raz dziękujemy wszystkim zaangażowanym w adopcję a wszystkim bokserom życzymy aby znalazły wspaniałe i pełne miłości domy. One naprawdę na nią zasługują."

Pozdrawiamy

Bono, Iker oraz Małgosia, Jacek, Ola, Filip"

27.03.2015

Dostaliśmy nową relację i zdjęcia z domu Bruce'a:
"
Cześć, tu Bono! Właśnie obchodzę swoje „pierwsze urodziny”. A dlatego pierwsze, bo już od roku mam nową rodzinkę, nowy domek i nowe wspaniałe życie. Muszę przyznać, że całkiem mi tu dobrze. Moja rodzinka uwielbia mnie rozpieszczać, a ja no cóż... pozwalam im na to ;) Zaraz wam wszystko opowiem a właściwie opowiemy. Jak wiecie uwielbiam spać w łóżku (pewnie jak każdy bokser) z resztą nie bardzo mam wybór (z poprzedniej relacji wiecie, co stało się z moim posłaniem). Ale za to mogę wybierać sypialnie, i czasem lubię sobie coś urozmaicić (zresztą nie tylko sobie, bo przecież jak idę spać do mojej Pani i Pana to śpię sobie w poprzek, a oni... no mają po kawałeczku łóżka, ale później mogą docenić jak to dobrze spać z kotem, który jest mniejszy niż ja). Generalnie zająłem sobie kanapę w salonie i traktuje ją, jako swoje posłanko (całkiem niezłe muszę przyznać). A jeżeli ktoś usiądzie na kanapie razem ze mną, to powolutku, coraz bliżej i bliżej i tak się przytulam i przytulam, że w ostateczności zajmuję 95% miejsca i nie ma wyjścia, no po prostu trzeba zejść i zwolnić mi pozostałe 5%. Lubię jeść, o tym też już wiecie. Ale zmieniam swoje smaki. Kiedyś zjadałem swoją karmę, ryż, kurczaka i marchewkę. A teraz już nie. Gardzę ryżem, i wszelkimi warzywami. Jak tylko znajdę w jedzonku, choć kawałek warzywa odstawiam cyrk i nie jem. Wypracowałem sobie swoje menu. Teraz akceptuję tylko karmę i gotowane mięsko (najlepiej wieprzowinkę, bo kurczaczek to zbyt delikatny jak dla takiego chłopaka jak ja). No i oczywiście kocie jedzonko! Kocham, kocham i jeszcze raz kocham. Nie raz udało mi się „wyczyścić” kocie miski (łącznie z mlekiem). Teraz wiem, że do kociego kącika mogę podejść tylko wtedy, gdy miski zostaną zabrane. Mówią, że jestem serwisem sprzątającym, bo jak ten’’ prosiak” nawywala z misek to ja wszystko pięknie posprzątam. I potrafię sygnalizować, że czas podnieść kocie miski abym mógł wykonać swoją robotę. Wracając do mojego menu to zdradzę wam, że stosuję pewien podstęp. Proszę o jedzenie, dostaję karmę i mięsko, (chociaż nie ukrywam, że wolałabym dostawać mięsko a karmę, jako dodatek), wyjadam mięso i zostawiam trochę karmy. Za jakiś czas znów się upominam, więc znów dostaję mięsko. Znów wyjadam mięso i zostawiam karmę. A następnie tak długo marudzę i marudzę aż dostanę, choć pół łyżeczki kociej karmy z puszki. i wtedy zjadam wszystko.

Muszę przyznać, że Bono jest dobry w tych kombinacjach. Dostanie zbyt mało mięsa – otwiera sam drzwi ze swojej „stołówki” do kuchni tak, że walą o pralkę i stoi w drzwiach taki zbój z miną „dawaj mi tu szybciutko mięso...”. Chociaż ogólnie jest bardziej „słodkim” psem niż mięsnym. Uwielbia słodkie wypieki. A piernik i pierniczki to wielka miłość. Piekąc pierniki na święta zostawiłam je w pokoju, aby zastygł na nich lukier. A Bono? Nie odchodził od nich na krok. Jedliśmy obiad, byliśmy w innych pokojach a Strażnik Pierniczków cały czas na posterunku.

Przyznaję, uwielbiam domowe ciasta. I zawsze udaję mi się wymusić, choć malutki kawałeczek.

Czasem to „wymuszanie” jest niezwykle śmieszne, np. kiedyś na śniadanie jadłyśmy domowe drożdżówki. Bono spał. Ale jak tylko wyczuł zapach błyskawicznie poderwał się z łóżka i dosłownie przybiegł do salonu. Nie trzepnął uszami, nie ziewnął tylko od razu zajął miejsce przed drożdżówkami. Dopiero jak dostał kawałeczek, mógł się „dobudzić” i wykonać wszystkie poranne czynności takie jak ziewanie, trzepanie uszami i plecki.

Zdradzę wam, co lubię najbardziej. Gofry. To jest coś co powoduje u mnie niesamowity ślinotok. I zrobię wszystko, aby dostać gofra. Moja Pani mówi, że gdy robi gofry to najbardziej potrzebne wtedy są ręczniki papierowe i mop. No, ale powiedzcie, jak tu się nie ślinić do takich pyszności? (Możecie to zobaczyć na zdjęciach).

Bono doskonale zna już rozkład każdego dnia. Rano wychodzi na krótki spacerek. Pora porannego spaceru zależy od tego, o której łaskawy Pan Bono raczy wstać. Kilkakrotnie dosłownie musiałam go ściągać z łóżka, aby wyjść na spacer, ponieważ zbliżała się pora, o której ja sama musiałam już wyjść. Szczerze mówiąc nie był zbyt zadowolony, że musi wstać. Chociaż w weekendy uwielbia wstawać baaardzo wcześnie. Któregoś razu( w tygodniu) wstał wcześnie i chciał wyjść na spacer. Ubrałam się( a z racji, że była zima chwilę to zabrało) i otworzyłam drzwi. Okazało się, że leje deszcz. Bono wstawił łeb przed drzwi i natychmiast się cofnął do przedsionka. Sama wyszłam na schody i zachęcałam go, aby wyszedł. Nie było mowy. Zaparł się jak osioł i nie dał się ruszyć. Mówię „ok” nie chcesz iść na spacer to, chociaż przejdźmy w koło domu. Łaskawie raczył wyjść, i tak sobie idziemy przy ścianie, dochodzimy do rogu domu a tam jak nie zawieje wiatr... Nie zdążyłam się odwrócić a Bono już był w przedsionku. Całkowicie zrezygnował z porannego spaceru i przeczekać aż do ok. godziny 11 aż przestało padać. Nie lubi deszczu, nawet najmniejszego. Jak tylko poczuje na sobie kroplę to od razu się trzepie, żeby tylko być całkowicie suchym. Codziennie wychodzę na spacerek 4 razy. Rano, dwa razy w ciągu dnia i wieczorem. Oprócz wieczornego spaceru cały czas chodzę do lasu. Zawsze jestem na 5m smyczy, którą dostałem na „pół urodziny”. Dzięki temu mogę sobie chodzić „swoimi” ścieżkami a jednak jestem pod kontrolą. A w lesie mam dużo swoich ścieżek. I dużo tropów zwierzyny. Czasem jak trop jest bardzo świeży to nie mogę się powstrzymać i strasznie ciągnę i w ogóle nie słucham, gdy moja Pani każe mi się zatrzymać. Wtedy moja Pani musi „przytulić się do drzewa” i mówi mi, że kiedyś wyrwę jej rękę. Ale jak do tej pory jeszcze mi się to nie udało ;).

Oprócz takich „incydentów” jest bardzo grzeczny, ładnie chodzi na smyczy. Uważa jednak, że cały las i cała droga należą tylko i wyłącznie do niego. Prawdą jest, że na palcach jednej ręki można policzyć ile razy kogokolwiek spotkaliśmy na spacerze. Raz była to Pani z młodym psem, który bardzo chętnie zapoznałby się z Bono. Jednak Bono nie był chętny do zawarcia znajomości i pokazał niedoszłemu koledze swoje uzębienie. Na tym znajomość się zakończyła. Jedną z sytuacji była ta, kiedy w zimie, gdy późnym wieczorem byłyśmy z Bono na spacerze (drogą). W pewnym momencie na naszą drogę wszedł facet, ubrany na czarno, w kapturze na głowie. Jak tylko Bono go zobaczył zaczął szczekać i się szarpać. Gdy facet nas mijał miałyśmy niemały problem, aby utrzymać Bono na smyczy. Rzucał się niesamowicie, szczekał tak, że aż dostał piany na pysku. Nigdy wcześniej i nigdy więcej jak do tej pory nie powtórzyła się taka sytuacji. Może miało to związek z tym, iż poczuł jakieś zagrożenie i chciał nas obronić lub może przypomniało mu się coś złego... Nie ma żadnego problemu, kiedy jedzie do Babci do Warszawy. Gdy wychodzę z nim na spacer ( w centrum miasta) nie zwraca uwagi ani na innych ludzi (a bynajmniej nie w agresywny sposób) ani na inne psy. Jest wyjątkowo grzeczny i spokojnie można z nim spacerować.

Och tak! Jestem bardzo grzeczny i uwielbiam jeździć do Warszawy do Babci. Mogę sobie powyglądać przez okno na ulicę (zobaczycie to na zdjęciu). Tak w ogóle to nie ma dla mnie znaczenia gdzie jadę, ważne, żeby jechać. Kocham jazdę samochodem. Nie ważne jakim, ważne aby jechać. I czasem udaje mi się załapać na jakiś wyjazd „ekstra”. Albo jadę na stację zatankować samochód, albo do marketu budowlanego, do sklepu dla zwierzaków, ale jeżdżę też do biblioteki. Wiem jak się załapać na wyjazd. Po prostu obserwuje moje Panie. Ubierają się – ok., ale jak biorą torby to znaczy, że nie idziemy do lasu tylko gdzieś jedziemy. I wtedy wystarczy „ogromnie nieszczęśliwa mina” i pojawia się hasło „jedziesz?” no ba, pewnie, że jadę. Tak bardzo się śpieszę, że czasem wsiadam do bagażnika, (chociaż generalnie zająłem sobie miejsce z tyłu po prawej stronie), no, ale przecież nie jestem bagażem, żeby jeździć w bagażniku, więc co robię? Przesiadam się. Z bagażnika na tylne siedzenie. Moje Panie niesamowicie się z tego śmieją, no ale co? Przecież mi, jako Bokserowi należy się jak najbardziej szlachetne miejsce. Muszę wam też opowiedzieć jak zostałem z Babcią, gdy moja rodzinka pojechała na wakacje. Ja już dzień wcześniej wiedziałem, że coś jest na rzeczy. I miałem rację. Następnego dnia rano pojechali, obiecując mi, że za godzinkę przyjedzie do mnie Babcia. Było mi trochę smutno, że jadą beze mnie, ale jakoś się trzymałem. Gorzej z moją Panią, która miała oczy pełne łez. No, ale godzinka szybko minęła i przyjechała moja Babcia. I to w dodatku z koleżanką. Podobno koleżanka Babci nie lubi zwierząt, ale nieskromnie muszę przyznać, że mnie pokochała od razu. Uwierzycie, że bawiła się ze mną, biegała w ogrodzie i grała w piłkę? I chodziliśmy sobie we trójkę na spacery do lasu. Generalnie było super. Oczywiście zajmowałem Babci łóżko, łącznie z kołdrą a nawet poduszką. Jeżeli Babcia chciała się położyć to musiała mnie „przeturlać”. No ale za to po dwóch tygodniach mięśnie jak u kulturysty, bo ja do lekkich przecież nie należę ;) I w końcu, po dwóch tygodniach wrócili!!! Jak tylko ich zobaczyłem to schody przed domem pokonałem jednym skokiem i latałem, biegałem, całowałem, podskakiwałem i tak przez prawie godzinę.

Na prawdę tak było. Przez ok. godzinę nie zatrzymał się ani na chwilę, dopóki się wszystkimi nie nacieszył.

Moje relacje z kotem są coraz lepsze. Zdarza nam się nawet leżeć na jednej kanapie lub na łóżku. Kilkakrotnie Iki mnie obwąchał, a to po faflach, a to po głowie i nawet wąchał moje kopytka. Ja niestety nie mogę go obwąchać dokładnie, bo jak podchodzę za blisko to od razu na mnie syczy. Czasem zdarza mi się też „oberwać” bez powodu. Kiedy przechodzę koło jego fotela to potrafi uderzyć mnie łapą. Jeśli tego nie poczuję to ok, ale ja poczuję to szczeknę na niego. Wtedy on syczy i robi się nieprzyjemna atmosfera. Ale generalnie nie mogę narzekać. Całkiem fajny z niego „współlokator”.

Warto też wspomnieć o minach, jakie robi nasz kochany Boniś. Gdy wie, że rano wyjeżdżamy bez niego potrafi ostentacyjnie odwrócić się tyłem na kanapie i odmówić buziaka na dowiedzenia. Czasem przed naszym wyjściem z domu robi niezwykle „dramatyczną” minę pt: ”tak mi źle, zostaje sam, na dworze i o suchym pysku”, nic z tego nie jest prawdą, ponieważ zawsze zostaje z kotem, w cieplutkim domu i z pełną miseczką wody. Kolejna mina pt: ”pojedziecie? a ja? proszę o mnie nie zapomnieć, ja tu grzecznie czekam na hasło” i kolejna „jestem dramatycznie głodny, daj mi, choć kawałek tego ciasta”. Radość po naszym powrocie do domu jest ogromna, (o czym zapewne wie każdy, kto ma boksera). Nie ma końca buziaków, podskoków i kręcenia precelków. Trzeba się liczyć też z porozpinanym lub pozaciąganymi przez niego swetrami, całkowicie splątanymi włosami i zlizaną połową makijażu. Ale wszystko to jest warte tej jego radości, która jest taka sama niezależnie od tego czy nie było kogoś 2, 5, czy 10 godzin. U weterynarz jest bardzo grzeczny, bez problemu daje się zbadać i wykonać wszelkie zabiegi takie jak np. szczepienia. Potrafi również otworzyć sobie drzwi do gabinetu, które Pan Doktor przymknął, bo jak przystało na Boksera jest tak ciekawski, że musi wiedzieć, co się dzieje w poczekalni. Generalnie zawsze musi zaspokoić swoją ciekawość zaglądając we wszystkie przyniesione siatki, torby itd. Brał też czynny udział w remoncie pokoju. Podsumowując jest niezwykle mądrym psem. Wszystko, co wiedzieliśmy o nim przed adopcją całkowicie się potwierdza. Jest bardzo inteligentny i doskonale wychowany. Rozmawiając o takich rzeczach jak spacer lub jazda dokądkolwiek, trzeba bardzo uważać, bo cały czas podsłuchuje i wszystko rozumie. Wychodząc z nim rano na spacer wystarczy, że powiem mu (powiem a nie wydam „polecenia) o tym, iż w lesie jest jeszcze ciemno, więc w związku z tym pójdziemy tylko na polanę. I on to rozumie. W ogóle nie ciągnie do lasu.

Ach, no i oczywiście moje pierwsze Święta i pierwszy śnieg. Śnieg bardzo mi się spodobał (możecie to zobaczyć na zdjęciach). Ale Święta także były super. Zająłem sobie doskonałe miejsce pod stołem a fafelki ułożyłem u Pani na kolanach (to również zostało uwiecznione na zdjęciach).

I tym sposobem minął nam roczek odkąd jesteśmy wszyscy razem. Pozdrawiamy serdecznie Małgosia, Jacek, Filip, Ola, Bono, Iker"

 


28 Grudzień 2016

Dostaliśmy bardzo smutną wiadomość z domu Bruce, przez opiekunów nazywanego Bono... Serce pęka i łza kręci się w oku...

Ostatnia relacja o Bono: 

"15.11.2016r. pożegnaliśmy się z naszym ukochanym Bono. Niestety, rak go pokonał. Nie trwało to długo, ponieważ diagnozę poznaliśmy kilka tygodni wcześniej. I niestety stało się najgorsze. W domu zrobiło się pusto i cicho. Nie słychać już stukania pazurków o podłogę. Nikt się nie cieszy, gdy wracamy do domu. Jego brak odczuwamy na każdym kroku i w każdej sytuacji. Spojrzenie na kanapę, na której zamiast zwiniętej kuleczki jest puste miejsce. Zamiast dużych misek zostały tylko małe - kocie. Zamiast smyczki i obroży – puste miejsce na półce. Piszę te słowa a łzy ciągle kapią. Ale wiem, że przez te dwa lata i osiem miesięcy, daliśmy mu wszystko, co najlepsze. Zawsze był na pierwszym miejscu. Hołubiony i bardzo mocno kochany. Na zawsze pozostanie w naszych wspomnieniach i sercach. Poniżej kilka zdjęć z ostatniego roku."
 
Fundacja "SOS Bokserom", ul. Mrówcza 77a, 04-857 Warszawa
nr konta: 06 1500 1012 1210 1015 2421 0000
NIP: 952-206-26-60

Copyright © 2017 sosbokserom.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie umieszczone na stronie teksty, zdjęcia, oraz grafiki podlegają prawu autorskiemu i nie wolno kopiować ich w celu wykorzystania komercyjnego lub przekazania osobom trzecim ani też ich zmieniać i wykorzystywać w innych serwisach internetowych.