STRONA GŁÓWNA
ZWIERZĘTA
W DOMU
POD STAŁĄ OPIEKĄ
TĘCZOWY MOST
TELEFONY ALARMOWE
+48 798 180 888
+48 608 270 633
adopcje@sosbokserom.pl
SAHARA
Wiek: 3-5
Miejsce pobytu: DT Warszawa
Umaszczenie: Żółte
Stosunek do dzieci: Nie sprawdzony
Pod opieką: Fundacja
Płeć: Suka
Status: Adoptowany

02.10.2014

Sahara błąkała się nocą po ulicach. Na szczęście na jej drodze stanęła Dominika. Na otwarcie klapy w bagażniku sunia wskoczyła do niego i nie chciała już wyjść. W końcu poczuła się bezpieczna, mogła się wygodnie położyć na miękkich kocach i spokojnie spać. Dominika zgłosiła nam sunię, bokserka przeszła dziś pod naszą opiekę i pojechała prosto do lecznicy.

Bokserka zamieszkała w domu tymczasowym w którym kilka dni temu odeszła adoptowana od nas już druga Sonia. Sahara jest plastrem na ich rany i pomaga im znów się uśmiechać i cieszyć.

Bokserka będzie gotowa do adopcji po 15.10.2014

18.01.2015

Opiekunowie z domu tymczasowego Sahary podjęli decyzję, że bokserka zostaje u nich na stałe.
Pierwsza relacja:

"Przywieźliśmy Saharę do domu późnym popołudniem. Odebraliśmy ją z przychodni, gdzie zrobiono jej podstawowe badania. Sunia jest zdrowa, jeżeli nie liczyć pasażera na gapę w jej ciele, niejakiego tęgoryjca. Na pozbycie się go dostaliśmy proszki oraz specjalny płyn do przemywania łapek. W aucie sunia była wszystkiego ciekawa, trochę niespokojna i co jakiś czas próbowała przedostać się do przodu lub polizać w ucho męża prowadzącego samochód. Były też momenty, gdy kładła się na moich kolanach i pozwalała się głaskać. Przy tej okazji sprawdziłam, że nie będzie kłopotu z czyszczeniem uszu, bo pozwala sobie włożyć tam palec.

W domu oczywiście obeszła wszystkie kąty. Najpierw była spięta, ale później w widoczny sposób napięcie zelżało i pozostało tylko wielkie zmęczenie przeżyciami dnia. Zaprosiłam suczkę przy pomocy smakołyku na jej legowisko, tam go zjadła i zrozumiała, o co chodzi. Zanim poszła tam spać (i przespała całą noc), wcześniej kilkakrotnie się na to swoje nowe łóżko oddelegowywała, ale zaraz wracała do nas. Dotrzymywała nam towarzystwa leżąc na dywanie, pozwalając się głaskać, a nawet już tego pierwszego wieczora zaoferowała nam brzuszek do pieszczot! Z przyjemnością zjadła niewielką kolację. Pozwoliła posmarować sobie wysychający nos maścią z vit. A, przemyć łapki i usunąć kleszcza. W przychodni sunię zabezpieczono środkiem przeciwko kleszczom i pchłom, ale ponieważ taki środek działa w 100% dopiero po ok. 24 godzinach, to cały wieczór Sahara drapała się, a my wyłapywaliśmy pchły bardziej i (coraz) mniej żywe. Trochę drapie się jeszcze dzisiaj, ale już zdecydowanie rzadziej.

Od samego początku odnosiła się do nas życzliwie i z uwagą. Dzisiaj, po niespełna 24 godzinach pobytu  z nami, już reaguje na swoje nowe imię! Jest suczką pojętną i chętną do współpracy i tym bardziej dziwi, że nie zna żadnych komend, nawet zwykłego „siad” czy „do nogi” . Trochę nas zastanowiło, że podczas dwu pierwszych spacerów nie załatwiała się, natomiast nie miała problemu z załatwieniem się rano w naszym ogródku. Nie robiliśmy z tego problemu. Dopiero podczas kolejnego spacerku kucnęła, co zostało oczywiście nagrodzone.

Je chętnie, porcję dzienną dostaje w trzech dawkach, żeby nie przeciążać wyposzczonego brzuszka. Ma niewielkie rozwolnienie, więc dobrze sie składa, że mamy karmę weterynaryjną na problemy gastryczne.

Wczoraj nie interesowała się zabawkami, natomiast dzisiaj spędziła dzień z piłką i chrumkającym prosiakiem, szalejąc z nimi w mieszkaniu i w ogródku. Na spacerze nie ciągnie na smyczy, z wyjątkiem chwili, gdy zbliżamy się do domu. Wpada do klatki schodowej i wali w drzwi mieszkania, żeby szybciej się otworzyły. Chyba jej dobrze u nas?"

Druga relacja:

"Kiedy Sahara (u nas nazwana Taną) przybyła do nas na początku października 2014, od razu poczuła się swobodnie, zarówno w ogródku, jak i w swoim łóżku, jak i w ludzkim łóżku, a w końcu odkryła dla siebie fotel z IKEI... , który odtąd stał się jej ulubionym miejscem pobytu...

W chwilach wolnych od leżenia w fotelu Tana oddaje się harcom. Kiedy zauważyła, że można powiększyć plac zabaw przeskakując do sąsiadów, trzeba było za niemałe pieniądze podwyższyć ogrodzenie i na wszelki wypadek także furtkę.

Na spacerach wśród bloków musi chodzi na smyczy, bo bywa agresywna wobec innych psów. Żeby dać jej możliwość wybiegania się, staramy się jak najczęściej zapewnić jej swobodę ruchu na otwartej przestrzeni, na razie z dala od psiego towarzystwa. Na szczęście robi postępy i ma już jednego kolegę, którego nie zjadła."

19 Październik 2016

Otrzymaliśmy relację z domu Sahary, która w swoim "azylu" przebywa już dwa lata. To niezmiernie miłe, że opiekunowie świętują z okazji rocznicy pobytu psa w ich domu i dzielą się z nami swoim szczęściem. 

RelacjaPana Tomasza:

"Na początku października 2016 minęły dwa lata pobytu Tany (dawnej Sahary) u nas. Jesteśmy zakochani w niej i mamy wrażenie, że Tanka odwzajemnia to uczucie. Włazi nam na kolana i „całuje” w nos. Mamy też inne swoje ulubione rytuały. Niestety pozwalamy jej pakować się nam do łóżka, z czego korzysta chętnie, ale po jakimś czasie idzie do siebie (ma 3 miejsca: psi „ponton”, amerykankę w gabinecie Pana i fotel IKEI, b. własność Pani). Po wieczornym spacerze mycie łapek i dentastix podany w jakimś pudełku (żeby trudniej było wydobyć).

Jest zdrowa i radosna. Robimy jej co pół roku badania (krew, kał). Przeciw kleszczom podajemy tabletki chroniące przez 90 dni (nowość). Stała się znacznie mniej wojownicza wobec innych psów niż to było na początku. Staraliśmy się o to, m.in. podając nagrodę, gdy tylko suczka podczas spaceru zauważyła innego psa. Teraz „mijanki” na chodniku odbywają się bez awantur z jej strony, a czasem sama domaga się chrupeczki, gdy zauważy jakiegoś psa z daleka. Jednak na spacery między blokami chodzimy wyłącznie na smyczy. Luzem biega poza Warszawą i pod Lasem Kabackim. Spotkania na łące z „wolnej stopy”, czyli bez smyczy, mają zawsze charakter pokojowy, chociaż Tanka lubi trochę postraszyć.

Bez problemu jeździ samochodem. Na „działkowisku” jest szalenie towarzyska: podczas spacerów podbiega do kolejnych furtek i próbuje je otworzyć łapą.

U nas chyba pierwszy raz w życiu miała kontakt z rzeką. Początkowo bała się wejść, teraz wskakuje „na bombę”. Nadal jednak boi się stracić grunt pod łapami. To tak jak wielu z nas, prawda?"

 

 

Fundacja "SOS Bokserom", ul. Mrówcza 77a, 04-857 Warszawa
nr konta: 06 1500 1012 1210 1015 2421 0000
NIP: 952-206-26-60

Copyright © 2017 sosbokserom.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie umieszczone na stronie teksty, zdjęcia, oraz grafiki podlegają prawu autorskiemu i nie wolno kopiować ich w celu wykorzystania komercyjnego lub przekazania osobom trzecim ani też ich zmieniać i wykorzystywać w innych serwisach internetowych.