STRONA GŁÓWNA
ZWIERZĘTA
W DOMU
POD STAŁĄ OPIEKĄ
TĘCZOWY MOST
TELEFONY ALARMOWE
+48 798 180 888
+48 608 270 633
adopcje@sosbokserom.pl
LEOŚ
Wiek: 3-5
Miejsce pobytu: DT
Umaszczenie: Żółte
Stosunek do dzieci: Nie sprawdzony
Pod opieką: Fundacja
Płeć: Pies
Status: Adoptowany
09 Czerwiec 2017

Leoś został przekazany pod naszą opiekę przez właścicieli na podstawie zrzeczenia. Bokser zamieszkał w hotelu, gdzie małymi kroczkami uczy się prawidłowych relacji z człowiekiem i innymi psami. Powoli otwiera się na człowieka. Opiekunka koryguje jego nieprawidłowe zachowania i przystosowuje do życia w stadzie.

Relacja Agnieszki:

"Leoś to piękny, młody pies. Nie do końca wie po co mu człowiek, ale jak to bokser - jest wesoły, przytulał się do mnie, rozdaje buziaki. Człowieka, który będzie dla niego dobry na pewno pokocha bezgranicznie. Jest bardzo ruchliwy, wszystko by wąchał i oglądał. Leoś jest pobudliwy na widok innych psów, ale daje się strofować (tylko trzeba stanowczo i konsekwentnie), że nie wolno. W lecznicy był grzeczny, został zachipowany, zaszczepiony przeciwko wściekliźnie, odrobaczony. Lekarz obejrzał także oczy - Leoś ma zapalenie spojówek i obrzęk trzeciej powieki, prawdopodobnie na skutek stanu zapalnego. Jeśli krople z antybiotykiem nie pomogą, będzie musiał mieć korektę chirurgiczną. Stan okrywy włosowej zły - sierść matowa, sucha, łupież. Na łokciach i na uszach modzele i odleżyny. Leoś nie jest jeszcze wykastrowany, najpierw czeka go badanie krwi. Pies jest bardzo wychudzony. W lecznicy zachowywał się grzecznie, dał sobie założyć (na wszelki wypadek) kaganiec, do personelu był przyjazny, nie sprawiał problemów. Bał się trochę samego przytrzymywania, ale poza tym ok. Bardzo ładnie jeździ autem".

 
Fvat za wizytę i wypis z niej ukażą się w następnej relacji.

24 Czerwiec 2017

Leoś po kilku dniach pobytu w hoteliku zamieszkał w domu tymczasowym, jego nowa Opiekunka pisze do nas tak:

"Dzień dobry, przesyłam kilka informacji o Leosiu.
Leoś (zwany też Leo lub Leonardo:-) ) zawitał do nas w niedzielny wieczór. Bez problemu zawarł znajomość z domownikami, mamy jedynie problem, aby go przekonać do mieszkającej z nami cioci, starszej osoby, która boi się psów i Leo chyba to wyczuwa.
Od razu zaakceptował swoje nowe legowisko i noce spędza właśnie tam. W dzień....no cóż...nie byłby bokserem, gdyby nie lubił wygód:-) Legowisko - w porządku, patchwork przed drzwiami balkonowymi też się przydaje, ale kanapa to jest to! W poniedziałek jeszcze udawał, że kanapa go w ogóle nie obchodzi, ale już we wtorkowe popołudnie cichaczem, udając, że nikogo nie widzi, wszedł i z lubością się na niej rozłożył :-)W poniedziałek przeszedł przyspieszony, bo jednodniowy "kurs" zostawania w domu :-),a we wtorek i środę został sam na trzy godziny. Trochę się awanturuje ( wyje , szczeka, drapie w drzwi), ale po powrocie dom zastajemy w całości:-) ( odpukać!) Kiedy już jesteśmy z nim, stara się nas zawsze mieć w zasięgu wzroku (czytaj: chodzi za nami krok w krok:-))
Na podwórku i na spacerach nie czuje się jeszcze zbyt pewnie, ale powoli poznaje otoczenie. Trochę problemu stwarza kontakt z suczką sąsiadów, jednak jeśli odpowiednio wcześnie usłyszy zdecydowane "nie wolno" daje się pohamować i nie próbuje staranować ogrodzenia:-).
Niedzielną kolację i wszystkie poniedziałkowe posiłki zjadł z prędkością światła - zupełnie jakby nie jadł od tygodnia lub bał się, że ktoś mu zabierze michę. Z pewnością w jego poprzednim domu z jedzeniem było kiepsko - zważyliśmy go pierwszego dnia i ważył ledwie 25 kilogramów, co oznacza, że mimo iż nie jest zbyt rosłym bokserem, ma niedowagę. Zresztą na jednym ze zdjęć widać, że to tylko skóra i kosteczki:-) Od wtorku w dalszym ciągu zjada wszystko (trzy posiłki) i dokładnie wylizuje miskę, ale zdecydowanie zwolnił tempo jedzenia. Okazuje się, że ma w sobie żyłkę rabusia - wystarczyło, że odwróciłam się na moment od stołu, a już kawałek sernika zniknął bez śladu w wiecznie głodnym Leosiowym brzuszku:-).
Oczko mimo zakraplania nadal nie wygląda zbyt dobrze. W sobotę czeka nas wyprawa do weterynarza - pobranie krwi do badania i ogólny "przegląd":-).
Leoś nie zna komend (od wczoraj reaguje na "siad"), nie miał też chyba dostępu do jakichkolwiek zabawek - gryzaki, piłka- po prostu nie umie się w ten sposób bawić."
 
Chipowanie Leosia, szczepienie przeciwko wściekliźnie, odrobaczanie oraz krople na stan zapalny spojówek kosztowały (po udzieleniu zniżki przez Panią Doktor, za którą bardzo dziękujemy) 110,00 zł (faktura poniżej),  Bardzo prosimy o pomoc w spłacie długu w lecznicy. 
 
 
 
23 Lipiec 2017

Leoś przeszedł zabieg kastracji oraz niezbędne prześwietlenia stawów biodrowych i kręgosłupa w znieczuleniu. Rodzina Leosia podjęła decyzję, że Leoś zostanie z nimi na zawsze. Takie wieści niezmiernie cieszą. Oto relacja:

„Przesyłam trochę informacji o Leosiu.

Leoś/Leo/Leonardo jest z nami od czterech tygodni. Nieźle się dostosował do rytmu życia panującego w naszym domu. Budzi się zazwyczaj wtedy, kiedy my wstajemy, czyli koło szóstej, ale w sobotę i niedzielę lubi sobie dłużej pospać:-) Zaraz po porannym spacerze domaga się jedzenia. Przybrał na wadze i wygląda o niebo lepiej niż po przyjeździe do nas - waży całe 30 kilogramów! Fafle nabrały mięsistości, na karku zrobiła się taka luźna fałdka, a sierść nieco ściemniała - Leoś "zmężniał":-)

 W domu jest właściwie grzeczny, chociaż...od czasu do czasu odzywa się w nim dusza złodziejaszka - wystarczy moment nieuwagi i już znika a to paczka biszkoptów położona zbyt nisko, a to kawałek drożdżówki, który ktoś z domowników niefrasobliwie niósł w opuszczonej ręce...:-) Biszkopty właściwie udało się odzyskać, ale ich stan nikogo nie zachęcał do spożycia...Za to drożdżówkę Leo pochłonął jednym kłapnięciem:-).

Czuje się coraz bardziej domownikiem - wziął na siebie odpowiedzialność za to, co dzieje się na zewnątrz i widząc ludzi przechodzących ulicą melduje się w pobliżu bramy. Nie szczeka, ale patrzy, a wzrok ma....delikatnie mówiąc - niezbyt zachęcający, a mówiąc wprost: zabija wzrokiem:-). Toczymy tylko spory, które oko jest bardziej groźne - zdrowe czy chore:-)

Niestety, nie ma na razie szans na zaprzyjaźnienie się z suczką sąsiadów, zresztą....przyjaźń między kobietą a mężczyzną...to tylko w książkach:-))

17 czerwca byliśmy z nim u weterynarza na ogólnym "przeglądzie" - badanie krwi, temperatura, serducho, uszy - wszystko w porządku. Nie udało się zajrzeć do oka, bo pacjent...hmmmm...kiepsko współpracował:-) Trzy dni później niespodziewanie znowu wylądowaliśmy u weterynarza - Leo był osowiały, nie chciał wyjść na pole (pole czyli dwór - Leo to Małopolanin:-) ), popiskiwał przy próbie położenia się na legowisku... U weterynarza znowu nie chciał współpracować, ale nie ma się co dziwić - ewidentna bolesność w odcinku krzyżowo-lędźwiowym. Dostał zastrzyk przeciwbólowy i przeciwzapalny oraz tabletki na sześć dni. Wszystko wróciło do normy. Ponieważ, jak wspomniałam, badania weterynarza mu się zdecydowanie nie podobają, postanowiliśmy w pełni wykorzystać zaplanowaną na 5 lipca kastrację. Uśpiony Leo został obfotografowany, weterynarz zajrzał mu do oczka. Oko jest jedną wielka tajemnicą - nie ma tam stanu zapalnego, nie ma śladów urazu, a jakie zaczerwienione było, takie jest. Po prostu chyba taka uroda Leonarda. :-)

Niestety, zdjęcia nie przyniosły nam dobrych wiadomości. Piesek ma spondylozę odcinka piersiowo-lędźwiowego i lędźwiowo-krzyżowego, zwężenie kanału kręgowego L-S. Również lewy staw biodrowy pozostawia wiele do życzenia....

 

Tak więc, mimo że Leo nie jest jeszcze stary, jego stan zdrowia nie jest najlepszy, ale na szczęście na razie nie wydaje się, żeby wiązały się z tym jakieś dolegliwości bólowe - jest pełnym życia, radosnym psem :-)”

 

Fundacja "SOS Bokserom", ul. Mrówcza 77a, 04-857 Warszawa
nr konta: 06 1500 1012 1210 1015 2421 0000
NIP: 952-206-26-60

Copyright © 2017 sosbokserom.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie umieszczone na stronie teksty, zdjęcia, oraz grafiki podlegają prawu autorskiemu i nie wolno kopiować ich w celu wykorzystania komercyjnego lub przekazania osobom trzecim ani też ich zmieniać i wykorzystywać w innych serwisach internetowych.