STRONA GŁÓWNA
ZWIERZĘTA
W DOMU
POD STAŁĄ OPIEKĄ
TĘCZOWY MOST
TELEFONY ALARMOWE
+48 798 180 888
+48 608 270 633
adopcje@sosbokserom.pl
TOKAJ
Wiek: 3-5
Umaszczenie: Pręgowane
Stosunek do dzieci: Przyjazny
Pod opieką: Właściciel
Płeć: Pies
Status: Tęczowy Most

22.12.2009 r. Tokaj ma swoich

Ludzi i swoje koty :-)

06.09.2009 r.
Tokaj już długo czeka w schronisku na dobry dom.
Do schroniska trafił przywieziony przez Straż Miejską: błąkał się.

Relacja wolontariuszki:
„Tokaj jest łagodny i bardzo przyjaźny, można go czesać, głaskać, tarmosić po pysku, ciągnąć za fafle - reakcją jest co najwyżej zdziwienie. Przesuwałam mu również michę z której jadł, jedyną reakcją było podążanie za miską.
Był początkowo nieufny jak mu się wchodziło do boksu, ale na zasadzie "ojej, nie zrobisz mi nic złego?'".
Na widok znanej sobie osoby cieszy się całym ciałem. Na pierwszym spacerze usiedliśmy pod drzewem - siedział przyklejony zadkiem do mnie chłonąc to, co się dzieje dookoła.
Do suk, z tego co widziałam, nie wykazuje żadnej agresji - ciągnął na spacerze do Dany, żeby się pobawić, powąchać, być blisko niej. Jak Dana odwróciła się do niego z warkotem - głośno sięskarżył - "baba mnie bije..."
Co do stosunku do innych psów: trudno powiedzieć. Gdy przechodził w schronie koło klatek to stanął, żeby obwąchać spokojnego, dużego psa, na innego rzucającego się odpowiedział tym samym. Do małych kundelków za płotem ciągnął wyraźnie w celach towarzyskich.
Tokaj reaguje na siad (czasami opornie, jak nie stoję do niego frontem), daj łapę, leżeć. Smakołyki z ręki bierze raczej delikatnie, na "nie wolno" sam po nie do ręki nie startuje. Ciągnie jak lokomotywa po wyjściu z boksu, pierwsze po wyjściu to siusiu i kupa. Jak zrobi - przestaje ciągnąć. Ze spaceru wracamy na luźnej smyczy. Ewidentnie „wygłupiony” boksem - siedzi tam już kilka miesięcy.”







24.09.2009r.
Tokaj mimo wizyt wolontariuszy i dokarmiania przez nich nie przybierał na wadze. Wyraźnie brakowało mu stałej obecności człowieka.
Dzięki uprzejmości Dobrych Ludzi, bokser przyjechał ze Swarzędza do Warszawy. Mamy nadzieję, że pod czułą opieką zacznie dochodzić do siebie.

Okazało się, że Tokaj jest młodszy niż nam się początkowo wydawało - lekarz schroniskowy określił jego wiek na 4 lata. Ma wykonany komplet szczepień. Gdy tylko odzyska prawidłową masę ciała zostanie wykastrowany i będziemy szukali domu dla niego.

Dziękujemy Wolontariuszom, którzy pomagali mu w schronisku i Panu, który zechciał go przewieźć. Jesteśmy też wdzięczni tymczasowemu opiekunowi, za serce okazane bokserowi w potrzebie.

22.12.2009 r.
W ubiegłym tygodniu Tokaj miał niezwykłe odwiedziny. W domu tymczasowym pojawili się Państwo, którzy kilka dni później wzięli boksera do siebie.
Pies ma teraz swoją kanapę i swoje małe stadko - dwa koty :-) Ale dla niego chyba najważenijsze, że ma swoich LUDZI :)

21.01.2010 r.
Dostaliśmy długi list od Tokaja:
"Witam Wszystkich moich Szanownych Przyjaciół!

Pamiętając o tym, ile Państwu zawdzięczam, chciałbym przekazać parę wieści na temat tego, co przydarzyło mi się w ostatnich tygodniach. Otóż trochę nieoczekiwanie dla mnie, niespełna cztery tygodnie temu, trafiłem do nowego domu. Oczywiście, nie wiem jeszcze wszystkiego, ale jak na razie wydaje się, że jest ok! Mam tutaj dwa własne koty (a właściwie kotki) - niewiele co prawda z nich pożytku, ale przynajmniej czasami jest kogo pogonić (zawsze jakaś rozrywka ;)).
Moi nowi opiekunowie wydają się sympatyczni i chyba już zakochali się we mnie?! Może nie są nadmiernie bystrzy, ale już wyuczyłem ich paru pożytecznych sztuczek (np. na dany znak wyprowadzają mnie na spacer lub dają jeść :)). Mieszkanie nie jest co prawda zbyt duże, ale jakoś tu się wszyscy mieścimy. Oprócz tego w Święta byliśmy u cioci Joli i tam mogłem nareszcie porządnie wytarzać się po dywanie, bo ona ma całkiem duże mieszkanie :). Przesyłam parę zdjęć z tej wizyty i zdjęcia z jednym z moich kotów. Zdjęcia są raczej kiepskie (jak zapewne pamiętacie naprawdę jestem jeszcze ładniejszy! :)), ale Państwo maja kiepskie komórki (przynajmniej słabo nadają się do robienia zdjęć), a z aparatem (mają jakąś cyfrówkę) jeszcze za bardzo sobie nie radzą - myślę jednak, że jak przeczytam instrukcję, to jakoś ich tego wyuczę, także następne zdjęcia będą już wyraźnie lepsze!
Na razie będę już kończyć, bo jeszcze nie pytałem czy mogę korzystać z komputera, więc robię to teraz, tak, hmm.. nieoficjalnie :) A więc pozdrawiam i przesyłam serdeczne buziaczki!

Wasz zawsze pamiętający i wdzięczny Toki"


08.03.2014
Dostaliśmy bardzo smutną wiadomość od opiekunów Tokaja:
"Szanowni Państwo,

Z prawdziwym żalem musimy podzielić się z Państwem smutną wiadomością. Nasz ukochany przyjaciel Tokajek - z którym spędziliśmy prawie cztery, szczęśliwe dla nas, lata - odszedł od nas po ciężkiej, choć niedługiej chorobie 21 listopada zeszłego roku, pozostawiając nas w głębokim smutku.
Zaczęło się od kaszlu. Niestety na początku września okazało się że błahy z pozoru kaszel naszego pieska jest zwiastunem ciężkiej choroby serca.
Łudziliśmy się jeszcze, że to może jest coś lżejszego ale wyniki rtg klatki piersiowej i ekg były bezlitosne. Ale jak mówią nadzieja ginie ostatnia.
Więc mimo bardzo niepomyślnego rokowania mieliśmy nadzieję, że troskliwa opieka i intensywne leczenie pozwolą uniknąć najgorszego.
Jednak ani poświęcenie mojej żony, która prawie cały swój czas poświęciła na opiekę nad Tokajkiem (bo tak się fatalnie złożyło, że ja w tym czasie byłem dość ciężko chory, tak że cała opieka i wszystkie te wizyty spadły na moją żonę - niektóre moczopędnie działające leki sprawiały, że trzeba było z nim wychodzić po parę razy prawie każdej nocy). Ani kilkanaście wizyt u naszego stałego i od lat sprawdzonego weterynarza dr. Czerwieckiego, ani terapia tlenowa nie pomogły.
W pewnym momencie nasz Tokajek zaczął gasnąć z dnia na dzień i w czasie kolejnej wizyty w przychodni w trakcie terapii tlenowej nasz Tokajek zgasł ostatecznie (niestety próby reanimacji się nie powiodły). Chociaż teoretycznie powinniśmy każdego dnia spodziewać się najgorszego było to mimo wszystko dla nas bardzo bolesnym zaskoczeniem. Toki pozostawił nas w prawdziwej żałobie, która trwa do dzisiaj. Jednak mimo tej żałoby już teraz myślimy o następnym piesku dla którego bylibyśmy rodziną, który zechciałby nas zaakceptować jako swoje stadko (no i zaakceptowałby w tym stadku naszą zasłużoną czarno - białą kotkę, która dotąd całkiem dobrze układała swoje stosunki z naszymi poprzednimi pieskami). A i tym razem naszego nowego przyjaciela chcemy znaleźć wśród tych, które szukają nowego domu za pośrednictwem Fundacji SOS Bokserom.

Ps. Pozwalam sobie dołączyć kilka zdjęć z Tokajkiem, tak żeby wszyscy mogli zobaczyć jaki to fajny był piesek zanim opuścił nas, zbyt pośpiesznie odchodząc po tym „tęczowym moście” (zresztą na pewno dalej jest bardzo fajny, tylko niestety ludzie już nie mogą zajrzeć tam dokąd ten most prowadzi."



Fundacja "SOS Bokserom", ul. Mrówcza 77a, 04-857 Warszawa
nr konta: 06 1500 1012 1210 1015 2421 0000
NIP: 952-206-26-60

Copyright © 2017 sosbokserom.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie umieszczone na stronie teksty, zdjęcia, oraz grafiki podlegają prawu autorskiemu i nie wolno kopiować ich w celu wykorzystania komercyjnego lub przekazania osobom trzecim ani też ich zmieniać i wykorzystywać w innych serwisach internetowych.