STRONA GŁÓWNA
ZWIERZĘTA
W DOMU
POD STAŁĄ OPIEKĄ
TĘCZOWY MOST
TELEFONY ALARMOWE
+48 798 180 888
+48 608 270 633
adopcje@sosbokserom.pl
PYZUNIA
Wiek: powyżej 9
Umaszczenie: Żółte
Stosunek do dzieci: Nie sprawdzony
Pod opieką: Fundacja
Płeć: Suka
Status: Tęczowy Most

27.07.2011

Pyzunia jest ok. 10-letnią bokserką, która przez właścicieli została skazana na starość za schroniskowymi kratami. Była bardzo zagubiona przez cały czas pobytu w boksie. Swoją aktywność ograniczyła jedynie do spacerów do miski i z powrotem na legowisko. Aż któregoś dnia, zupełnie nieoczekiwanie, została pogryziona przez współlokatorki. Trafiła do izolatki, w której ciągle przebywa. Wraz z nowym miejscem pojawiły się regularne spacery. I to wówczas Pyza dała się poznać jako pełna energii sunia. Zaszła w niej ogromna zmiana! Pyza ma spora nadwagę oraz kilka niegroźnych guzów rozsianych po ciele. Mimo wszystko dalej jest bardzo otwarta i spragniona kontaktu z człowiekiem. Na spacerach dotrzymuje kroku najmłodszym psiakom! Czy ktoś zechce dać jej dobrą starość ?
Czy Pyza odejdzie samotnie, zapomniana w boksie schroniskowym?

Prosimy Państwa o szansę dla starszej bokserki, która zasługuje na dom pełen miłości na resztę swojego życia.

06.08.2011

Pyzunia przeszła wczoraj pod opiekę naszej Fundacji, zamieszkała w domu tymczasowym u Kasi w Warszawie.

Relacja z domu tyymczasowego:

" No kochani, Pyzunia jechała i jechała do mnie w poniedziałku, później w czwartek, aż dojechała w piątek 5 sierpnia o godzinie 24.00.Strasznie bidulka długo jechała bo aż z Wrocławia do Warszawy. Dziękuję Pani Ewie i Panu Andrzejowi, że w końcu ten transport piątkowy się udał.
Teraz coś o Pyzulci: kiedy wysiadła z samochodu, była troszkę zdziwiona gdzie jest, przeszłyśmy się na krótki spacer, żeby zrobiła sobie siusiu i rozprostowała swoje łapeczki po tak długiej podróży. Szła ze mną bardzo grzecznie, nawet idący piesek jej nie przeszkadzał, usiadła sobie grzecznie i na niego patrzyła sobie. Po tym jak piesek sobie poszedł Pyza poznawała dalej teren,wąchając wszystko po drodze co tylko się dało i przy tym znaczyła wszystko co się dało.
Wchodząc do bloku,widać było po jej zachowaniu że kiedyś musiała w takim mieszkać,wsiadła też bez problemu do windy i pojechałyśmy sobie na moje piętro. Po wejśćiu do mieszkania, jak każdy nowy psi lokator,obwąchała wszystkie kąty, napiła się wody i próbowała znaleźć sobie miejsce na spanie.
Ja po tej nocy jestem troszkę nie wyspana, bo Pyzunia nieraz wydawała z siebie dziwne odgłosy i dźwięki, niczym jak odpalający traktor, a ja od razu się budziłam, bo myślałam że dziewczyna się dusi.
Kiedy rano wstałam, to Pyzulcia już mnie z samego rana przywitała, kręcącym psim kuperkiem, podskokami i swoimi chrapliwymi odgłosami.A jak wzięłam jej smycz do ręki, to zaczęła tak skakać z tej radości, że myślałam że zaraz mnie przewróci, na dworze był dalszy ciąg okazywania jej radości, łapała za swoją smycz tym przepięknym i przemiłym pyszczkiem. Jest u mnie dopiero parę godzin, a zachowuje się jakby była już ze mną ileś tygodni. Pyzunia jest sunią bardzo ufną wobec ludzi i jest z niej istna bomba radości i energii.

Jestem zdziwiona że nikt jeszcze tej przemiłej i przesympatycznej dziewczyny nie adoptował, ma tyle energii, radości i miłości, niczym jak szczeniak.Cieszy mnie to, że teraz będzie tylko lepiej.Ta sunia czeka na ludzi którzy ją pokochają za to, jaka ona jest i dadzą jej swoje serce, miłość i stały dom na ostatnie lata jej życia. Bo Pyzunia,z pewnością pokaże ile w nie jest miłości i jak potrafi kochać swym boksiowym wielkim sercem swojego nowego właściciela.
Pyzuniu życzę Tobie szczęścia, uszy do góry, teraz będzie już zawsze lepiej w Twoim życiu."

12.08.2011

Pyzunia została przeniesiona do domu tymczasowego w Mińsku Mazowieckim, zamieszkała razem z naszym podopiecznym Majlo, dwiema suczkami rezydentkami i małym szczeniaczkiem.

Relacja opiekunki, Oli:

" Pyzulę pierwszy raz spotkałam w lecznicy: ja odbierałam karmę dla mojego "tymczasu" ona czekała na badanie.
Muszę przyznać że wpadła mi w oko :) nie spodziewałam się jednak, że z nami zamieszka ALE PYZA LUBI ZASKAKIWAĆ !

Ku memu wielkiemu zdziwieniu pierwsze spotkanie ze stadem wypadło pomyślnie! Pyzka w mgnieniu oka dogadała się z wszystkimi psami. Dzięki temu wiem, że nie ma problemu z tolerowaniem innych suk oraz szczeniaków. By przypieczętować jej przynależność do stada wybraliśmy się wszyscy razem na spacer do lasu - niezbyt długi z uwagi na kiepską kondycję Pyzy po schronisku. Maszerowaliśmy więc dzielnie przy odgłosach pędzącego traktora wydobywających się z pyska Pyzy, która całkowicie poświęciła się obwąchiwaniu i rozlicznym próbom dogonienia wesoło hasających psiaków.
Zmęczona spacerowaniem postanowiła się ochłodzić w czerwonym bajorku dla psów i tym samym zdradziła się ze swoją miłością do wody. Do szczeniaków, kotów i innych pokrak odnosi się w sposób przyjazny. Wielkim uczuciem darzy ludzkie jedzenie i tym samym gardzi suchą karmą, niestety czeka ją ścisła dieta :) i bolesny powrót do jak najbardziej optymalnej wagi.
Najfajniejsze jest to że Pyza chrapie (w odróżnieniu od Majla) i znów w domu słychać że jest bokser ! :)

pozdrawiam
Ola"

05.01.2012

Pyza była dzisiaj w lecznicy z bokserami Setim i Marlonem, sunia preszła dzisiaj zabieg sterylizacji, bokserka szybko się wybudziła po zabiegu i czuje się dobrze.

Dziękujemy Oli i jej mamie za pomoc w transporcie!!!

05.03.2013

Pyzunia zamieszkała tydzień temu w siedzibie Fundacji, przyjechała do Warszawy na badania kontrolne. Została zaszczepiona, odrobaczona, pobrano jej krew i wykonano usg jamy brzusznej.

Relacja Germaine:

"Jeśli ktoś nie zna Pyzy, może się jej przestraszyć. Wielka gabarytowo, ważąca ponad 35 kg, wydająca dziwne dźwięki, powarkująca, chrumkająca... ale wszystko z radości na widok człowieka. Z psami się dogadała, śpi z Pudelkiem na jednym posłanku i nie ma awantur. Uwielbia się przytulać, podaje łapkę i czeka na drapanko za uchem."

08.04.2013

Pyzunia mieszka nadal w siedzibie Fundacji, wczoraj była w lecznicy na kolejnej wizycie z powodu biegunki. Miała również konsultację u onkologa.

Relacja Germaine:

"Pyza ma 3 duże guzy, które nie rosną odkąd jest pod opieką Fundacji. Mimo to woleliśmy ją skonsultować u specjalisty onkologa, który przyjechał do naszej lecznicy aż z Gdańska. Guzy Pyzy są pod skórą, lekarz powiedział, że raczej nie są złośliwe, ale poradził zrobienie biopsji. Pyza zachowywała się grzecznie podczas badań, w pewnej chwili położyła się i usnęła. W poczekalni była kompletnie nieczuła na zaloty Karata, wielkim szczęściem był dla niej powrót do domu."

24.07.2013

Pyza jest cały czas na diecie Hill's i/d, biegunki ustąpiły. Bokserka jest bardzo wesoła, uwielbia się wygrzewać na słońcu i zaczepiać inne psy do zabawy.

16.11.2013

Relacja Germaine:

"Pyza postanowiła się przeprowadzić do kuchni po tym, jak zabrakło Dropsa. Zajęła jego posłanko i nie wpuszcza do niego Grubci i Maksa. Jedyny sposób na to, żeby wyszła z kuchni, to widok miski z jedzeniem. Pyrcia uwielbia jeść, po jedzeniu natychmiast zasypia i bardzo głośno chrapie."

19.02.2014

W związku z coraz częstszymi awanturami między Pyzą a Grubcią o miejsce w legowisku, zostało zakupione kolejne, żeby każdy pies miał swoje własne.

Wszystkie upatrzyły sobie niestety to samo legowisko, a pozostałe dwa stoją puste ...

02.04.2014

Relacja Germaine:

"Zrobiło się ciepło i Pyzę ciężko zapędzić do domu, jedyny sposób to miska z jedzeniem, wtedy przybiega galopem i odzyskuje słuch, nie musze dziesięć razy powtarzać jej imienia.
Niestety ciągle dochodzi do awantur między nia a Grubcią, zwykle o miejsce w legowisku."

21.08.2014

Pyza uwielbia jeść, jest to jej pasja, której poświęca obecnie najwięcej czasu. Rano wybiega z sypialni i nie ma czasu na załatwianie swoich potrzeb, kieruje swoje kroki od razu do kuchni. Zjada swoją miskę karmy i przykleja się do stołu licząc na to, że może jeszcze coś dostanie.

08.09.2014

Staruszka Pyza ma dwie pasje: jedzenie i spanie.
Rano pędzi galopem prosto do kuchni, żeby zjeść, a później pędzi po schodach na górę do sypialni, żeby się wyspać, chrapiąc przy tym niemiłosiernie.

Relacja Germaine:
"Pyrcia mogłaby zamieszkać na stałe w kuchni, najlepiej byłoby postawić łóżko jak najbliżej miski z jedzeniem, wtedy miałaby dwa w jednym, jedzenie i spanie. Jej ulubionym zajęciem jest patrzenie na ręce podczas przygotowania posiłku w kuchni, a może coś spadnie i będzie mogła szybko sprzątnąć z  podłogi?"

12.10.2014

Kilka dni temu pożegnaliśmy z wielkim smutkiem Mumina. Następnego dnia rano odszedł bokser staruszek Hugo, był z nami 6 lat, przegraliśmy walkę z chłoniakiem.

Dla Pyzuni był to chyba wielki szok, zaczęły się ataki padaczowkowe. Bokserka była przywiązana do Hugusia, widziała jak choruje, jak słabnie.

Relacja Germaine:
" Pierwszy atak padaczkowy Pyza miała w nocy, następnego dnia dwa kolejne, została zawieziona do szpitala, pozostała tam do wieczora, dostala kroplówki, leki wyciszające i antybiotyki. Niestety stan Pyzy się nie poprawił, sunia ma co jakiś czas ataki, a cały czas tiki padaczkowe, jest przymulona, po atakach nas nie poznaje, potrafi nawet ugryźć. Dostaje antybiotyki, leki osłonowe na wątrobę i Luminal. Mam nadzieję, że za jakiś czas się wyciszy i ataki ustaną."

19.10.2014

Pyzunia niestety nie czuje się dobrze, ataków padaczkowych nie ma, ale niestety ma cały czas tiki, ma problemy ze wstawaniem.

Relacja Germaine:
"Pyreczka jest słaba, przymulona prawdopodobnie po lekach. Ma problemy z chodzeniem, ale jest uparciuchem, wchodzi po schodach na górę, żeby być przy nas, musimy pilnować, żeby nie spadła podczas wchodzenia. W pokoju wybrała sobie oczywiście do spania klatkę, w której klatkujemy Foxika ze względu na problemy z kręgosłupem."

25.11.2014

Pyza dostaje Luminal i leki osłonowe na wątrobę, ataki padaczkowe ustąpiły, ma tylko tiki. Wydawałoby się, że jej stan się poprawia. Niestety bokserka wpadła dwa dni temu w ciąg padaczkowy, miała atak za atakiem, dostała kilka mikrowlewek doodbytniczych Relsed i usnęła. Po kilku godzinach sytuacja się powtórzyła i Pyza miała kolejne ataki.

Relacja Germaine:
"Pyza po lekach przeciw padaczkowych chodzi jak pijana. Jeśli nie dostanie leków, ma ataki. Wstaje i załatwia swoje potrzeby tam, gdzie stoi, w swoje posłanie, na podłogę w kuchni, na schody. Niestety zaraz w to wchodzi i roznosi. Potrzebne są ręczniki kuchenne w dużych ilościach."

06.12.2014

Stan Pyzuni się niestety pogarsza...

Relacja Germaine:
"Stan Pyzuni się tak bardzo pogorszył, że byliśmy z nią w lecznicy, mając nadzieję, że może jeszcze uda się jej pomóc. Pyzia ma prawdopodobnie guza w mózgu, który uciska, ma niedowład lewej strony i nie widzi na lewe oko. Było już tak źle, że Pyza nie wstwała, nie umiała jeść, pić, wychodziła na dwór i nie wiedziała jak wrócić do domu, przestała słyszeć. W domu kręci się w kółko, aż się przewróci. Myśleliśmy, że już czas, żeby pozwolić jej odejść, a wtedy Pyza nas zaskoczyła. Od kilku dni jest o tyle poprawa, że Pyza wstaje, chodzi, wraca z podwórka samodzielnie, je i pije. Wiemy, że to kwestia czasu, kiedy nowotwór zaakatakuje ponownie, staramy się cieszyć każdą chwilą..."

01.01.2015
Pyzunia niestety przestała chodzić, chociaż bardzo chce wstać, łapki odmawiają posłuszeństwa. Rozumie wszystko, sygnalizuje swoje potrzeby, ale nie może wstać, leży więc na podkładzie, myjemy ją i masujemy łapki. Ma apetyt, jest dużo spokojniesza, kiedy zostawiamy zapalone światło i włączone radio.

 

 

11.03.2015

Działalność w fundacji to nie tylko walka o lepszy los psów, to nie tylko satysfakcja, że kolejnym udało się pomóc, ale to przede wszystkim ogromny stres i emocje, jakie towarzyszą naszej codzienności. Niemal każdego dnia, od blisko 7 lat wciąż robimy to samo, przejmujemy psy potrzebujące pomocy, opiekujemy się nimi, diagnozujemy, leczymy, wydajemy do nowych domów i ...żegnamy...

Wydawać by się mogło, że przez te wszystkie lata, powinniśmy się uodpornić i nauczyć przyjmować rzeczywistość bez emocji, ze spokojem. Być może powinniśmy, ale nie potrafimy. Każdego dnia przeżywamy wszystko tak samo, towarzyszą temu skrajne emocje...od śmiechu i łez szczęścia... po żal, smutek, wściekłość, bezradność i ból, którego nie mogą ukoić żadne łzy ani logiczne wytłumaczenie.

Jeszcze kilka dni temu chciałyśmy podzielić się z Wami naszą wielką radością. Chcieliśmy się pochwalić, że dzięki uporowi, codziennej pielęgnacji, walce, rehabilitacji Pyza stanęła na nogi i po kilku miesiącach życia niemal w bezruchu zaczęła znów chodzić... Chcieliśmy i nie zdążyliśmy...

Nic nie wskazywało na to, że ten dzień ma być ostatnim dniem suni. Była może troszkę mniej chętna do wyjścia, ale apetyt jej dopisywał i wydawało się, że jest w porządku. Pyza zjadła i jak miała w zwyczaju, poszła spać... i zasnęła... Odpłynęła...do krainy, z której się nie wraca... Bezboleśnie, bezgłośnie, cichutko przeszła za "Tęczowy Most"

Odeszła...

https://www.youtube.com/watch?v=oGy9Emtsh50&feature=youtu.be

http://youtu.be/K69ucj1qZLQ

https://www.youtube.com/watch?v=7MT2vVtCv9Q&feature=youtu.be


 

Fundacja "SOS Bokserom", ul. Mrówcza 77a, 04-857 Warszawa
nr konta: 06 1500 1012 1210 1015 2421 0000
NIP: 952-206-26-60

Copyright © 2017 sosbokserom.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie umieszczone na stronie teksty, zdjęcia, oraz grafiki podlegają prawu autorskiemu i nie wolno kopiować ich w celu wykorzystania komercyjnego lub przekazania osobom trzecim ani też ich zmieniać i wykorzystywać w innych serwisach internetowych.