STRONA GŁÓWNA
ZWIERZĘTA
W DOMU
POD STAŁĄ OPIEKĄ
TĘCZOWY MOST
TELEFONY ALARMOWE
+48 798 180 888
+48 608 270 633
adopcje@sosbokserom.pl
DELA
Wiek: 1-2
Miejsce pobytu: DT Kraków
Umaszczenie: Żółte
Stosunek do dzieci: Przyjazny
Pod opieką: Fundacja
Płeć: Suka
Status: Adoptowany

01.02.2012

Bokserki Dela, Jana oraz Nada zostały zabrane razem z innymi psami z pseudohodowli pod Poznaniem podczas interwencji Pogotowia dla Zwierząt.

Bokserki były maszynkami do rodzenia szczeniąt, mocno wyeksploatowane, mieszkały w ciasnych klatkach, siedziały w swoich odchodach.

Suki przeszły od razu pod opiekę naszej Fundacji, Dela zamieszkała w hotelu w Łodzi, Jana i Nada przyjechały do Warszawy i spędziły dobę w szpitalu w lecznicy weterynaryjnej.

Relacja opiekunki z hotelu:

" Dela jest łagodna, na widok ludzi się moczy , zwłaszcza gdy się na nią pochylają. Jest słodka, lubi dzieci i innne psy. Na widok kota też nie szalała."

04.02.2012

Dela zamieszkała w domu tymczasowym u Kariny w Krakowei.
Relacja Kariny:

" W czwartek późnym wieczorem do domu tymczasowego dotarła ostatnia z trzech suk zabranych z pseudohodowli. Na pierwszy rzut oka widać, że Dela była niejednokrotnie matką i to bardzo cierpliwą. Zdeformowane, wyciągnięte sutki mówią same za siebie. Suka boi się podniesionej ręki, zdecydowanie większy respekt czuje przed mężczyznami.
Ma rozerwane ucho. Niepokoi mnie biała plamka na  oku, która w najbliższych dniach zostanie zdiagnozowana.

 

Dela ma problemy z kondycją, ale to do nadrobienia :) do ludzi bardzo łagodna, potrafi domagać się nieśmiało o pieszczoty. Potarfi być agresywna do innych psów."

11.02.2012

Dostaliśmy relację z domu tymczasowego Deli:

"środa, 8.02, południe
Dela vel Żabcia przyjechała do mnie wczoraj wieczorem. Powolutku się wycisza, choć jeszcze długo to potrwa. Puszczona luzem po mieszkaniu głównie chodzi w te i we wte, zagląda we wszystkie kąty, obwąchuje, sapie, wzdycha, i tak w kółko. Wczorajszy sukces: na chwilę sama z siebie usiadła. Potem dotarło do niej, że warto posiedzieć, bo wtedy głaszczą, a to miłe. Sukces dzisiejszy: sama z siebie położyła się na kanapie w przedpokoju. Poleżała do pierwszego odgłosu zza drzwi, ale tak czy tak - postęp jest. Pieszczot domaga się coraz bardziej i chętniej. Wczoraj to było tylko machanie łapą na siedząco, dziś rozłożyła się już brzuchem do góry. Swoją drogą - ma wzdłuż linii białej cienką bliznę. Zamknięta w "swoim" pokoju siedzi cichutko i spokojnie, chyba odsypia. Na spacerach ciągnie, jak mały czołg i jest tak rozemocjonowana, że nie zwraca uwagi na smaczki. Popracuję dalej nad wyciszaniem i uspokojeniem suni i poszukam jakiegoś smaczka mega-pysznego.

środa, wieczór
Dela robi kolejne postępy: coraz krócej kręci się po mieszkaniu po wypuszczeniu z pokoju, szybciej siada albo kładzie się na kanapie i coraz chętniej wygodnie się rozkłada. Ucho do ciamkania okazało się hitem południa, o pieszczoty domaga się już całkiem śmiało i prawidłowo po boksersku kręci dupką na przywitanie :) Trochę szczeka pod drzwiami, ale daje się opanować i odwołać. Zastanawiam się, czy zaryzykować stwierdzenie, że na ostatnim spacerze minimalnie mniej ciągnęła...

czwartek, 9.02
Drugi dzień w nowym DT. Dela chrapie na kanapie :) Potwierdzam, że ciągnięcie na spacerze powolutku się zmniejsza. Przy wychodzeniu nadal bardzo się ekscytuje, ale już nie próbuje wyjść z drzwiami. Bardzo ciągnie do innych psów, raczej emocjonalnie, niż nerwowo (nie jeży się, popiskuje), ale w najbliższym czasie nie będziemy tego sprawdzać. Dziś po porannym spacerze spokojnie weszła do bloku i cały długi korytarz przeszła na luźnej smyczy. Mało tego - przy ściąganiu szelek postanowiła spokojnie stać!
W domu stopniowo się ode mnie odkleja. Pewnie, że wolałaby, żebym cały dzień siedziała z nią na kanapie, ale jak się wybieram do innych pomieszczeń, to tylko zagląda sprawdzić, czy przypadkiem nie uciekam przez okno i wraca na kanapę. Z otwartego kosza na śmieci dała się bezproblemowo odwołać.

sobota, 10.02
kolejny postęp! dziś 1/3 spaceru była na smyczy słabo napiętej, albo wręcz wcale nie napiętej! i to mimo faktu, że cały wczorajszy dzień nie sprzyjał wyciszaniu psa: ja się kręciłam po mieszkaniu trochę sprzątając i przemeblowując przed przyjazdem królika, Żabcia to czuła i snuła się za mną jak zasapany cień. Potem przyjechał królik, czyli nowe zapachy i odgłosy, więc Żabci emocje dymiły przez czachę.
Ogólnie sunia zorientowała się, że posiadanie człowieka to jednak przyjemne jest, a najbardziej spanie na kanapie, na której człowiek siedzi :) W związku z tym już niechętnie daje się zamykać w pokoju w ciągu dnia (TO spojrzenie!). Poza tym spod kłębka emocji zaczyna pokazywać się psi mądrutek - wystarczył jeden przypadkowy sukces w otwarciu drzwi i już jest mistrzem w wychodzeniu z pokoju (drzwi na klamkę + bramka). niewchodzenia do kuchni nauczyła się nawet nie wiem kiedy. Może dlatego, że jest bardzo, bardzo kontaktowa. Gdy emocje biorą górę, to "głuchnie i głupnie", ale już coraz mniej te emocje nią rządzą, coraz szybciej po nich się uspokaja.

Dziś już mogę z ulgą i przekonaniem stwierdzić, że to fajny, normalny pies -emocjonalny, ale który bokser nie jest :) w spokojnym, stabilnym domu będzie szczęśliwie pomnażała szczęście swoich ludzi, cichutko chrapiąc (naprawdę cicho chrapie!)

PS. Drugi spacer prawie cały prawie całkiem bez ciągnięcia! :))))"

15.02.2012

Dostaliśmy kolejną relację i zdjęcia z domu tymczasowego Deli:

"niedziela, 12.02
O drugim spacerze w sobotę pisałam, ale nie chwaliłyśmy się jeszcze spacerem trzecim i czwartym, które przeszły ZUPEŁNIE spokojnie i na luźnej smyczy! Dodatkowym smaczkiem niech będzie to, że pod sam koniec ostatniego spaceru wpadł na nas zza zakrętu duży golden, który w dodatku naszczekał. Deli oczywiście emocje skoczyły w górę, zawiesiła się na szelkach, ciągnąc do niego i piszcząc. Byłam przekonana, że pod wpływem emocji do domu zostanę na smyczy zaciągnięta, a tu niespodzianka! jak pies zniknął nam z widoku (a Dela jeszcze chwilę postała, upewniając się, czy nie wróci), psica spokojnie odmaszerowała ze mną do domu, nie ciągnąc ani trochę. Dzisiaj poprzeczka podniosła się nam jeszcze wyżej - psa spotkałyśmy na początku spaceru, przy wychodzeniu z bloku. Miła Pani sąsiadka wycofała się z nim na sporą odległość, ale i tak Dela zdążyła go zobaczyć i znów zawisnąć na szelkach, rozemocjonowana. i co? i nic :) praca nad obniżaniem stresu u Deli, nad wyciszaniem jej, przede wszystkim w domu, piękne efekty przynosi - pies zniknął w bramie, a reszta spaceru odbyła się spokojnie i na luźnej smyczy. Bardzo jestem z niej dumna :)

Acha - odkąd u mnie jest, nie zmoczyła się ani razu na widok człowieka. wręcz przeciwnie - wita się chętnie i po boksersku spontanicznie :)

poniedziałek, 13.02
Patrzę na śpiącą Delę i uśmiecham się szeroko, bo widzę stabilizację. Co dzień kolejne małe i troszkę większe sukcesy (dziś rano na przykład na widok psa napięła tylko smycz i stała tak, aż pies się oddalił - bez skoków i pisków, coraz krócej trwa rytuał ubierania się w szelki, bo coraz szybciej uspokaja się i siada, coraz łatwiej wyjść przez drzwi, bo coraz mniej się przez nie pcha). Świat na zewnątrz jest nadal za duży, żeby zjeść smaczka, ale na naszej stałej trasie spacerkowej jest już zupełnie spokojna. Coraz spokojniej śpi i coraz mniej niepokoją ją odgłosy z klatki schodowej (a mieszkamy na parterze przy windzie, więc łatwo nie jest). Jak widzi mnie z tubką clotrimazolu (wyganiamy drożdżycę z pazurków), wzdycha ciężko i sama kładzie się na boku. Miny strzela klasycznie boksiowate i jest coraz większym słodziakiem :) '

21.02.2012

Dostaliśmy kolejną relację i zdjęcia z domu tymczasowego Deli:

" Dela chyba w życiu nie była u doktora - do lecznicy weszła bezproblemowo ;) na początku bardzo przeszkadzała w badaniu, bo musiała odtańczyć taniec powitalny pt. "o, nowe ręce do miziania!" ;) powagę sytuacji trochę doceniła dopiero jak została posadzona na stole...
otóż:
- waży 21,5 kilo. wciąż jest za chuda.
- ma maksymalnie 1,5 roku
- została zaszczepiona na wściekliznę (następna za rok) i całą resztę (następna za miesiąc)
- pobrano krew do badania (morfologia, profil tarczycowy, kortyzol)
- kontrola pazurków wykazała poprawę, ale jeszcze należy smarować clotrimazolem
- a na deser została zaczipowana

wszystko wpisane w świeżo założoną książeczkę. etap papierologii Żabcia przeleżała na podłodze, a jak stwierdziła, że możnaby już sobie pójść, usiadła na wadze ;)

teraz odsypia emocje, a ja rozmasowuję ręce.
Jutro kolejny ważny dzień - wreszcie będę mogła pozwolić jej na kontakt z psami. trzymajcie kciuki..."

24.02.2012

Dela zamieszkała w nowym domu we Wrocławiu.

Relacja z nowego domu:

"Witam! Dela przyjechała do nas wczoraj. Była do tej pory na czterech spacerach, trzyma się dzielnie, chodzi na krótkiej smyczy przy nodze. Spała spokojnie przez całą noc, wygłaskana przez domowników, chba do woli. Stale upomina się o dodatkowe głaski. Spokojna, nie szczeka, nie żebrze o jedzenie, dostaje tyle, ile napisała dotychczasowa opiekunka. Załączam pierwsze zdjęcia, tylko z domu, spacery są mało widowiskowe, bo pogoda "pod psem". Do miłego. Grażyna."

Fundacja "SOS Bokserom", ul. Mrówcza 77a, 04-857 Warszawa
nr konta: 06 1500 1012 1210 1015 2421 0000
NIP: 952-206-26-60

Copyright © 2017 sosbokserom.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie umieszczone na stronie teksty, zdjęcia, oraz grafiki podlegają prawu autorskiemu i nie wolno kopiować ich w celu wykorzystania komercyjnego lub przekazania osobom trzecim ani też ich zmieniać i wykorzystywać w innych serwisach internetowych.