STRONA GŁÓWNA
ZWIERZĘTA
W DOMU
POD STAŁĄ OPIEKĄ
TĘCZOWY MOST
TELEFONY ALARMOWE
+48 798 180 888
+48 608 270 633
adopcje@sosbokserom.pl
BOSZ
Wiek: 5-7
Miejsce pobytu: Schronisko
Umaszczenie: Pręgowane
Stosunek do dzieci: Nie sprawdzony
Pod opieką: Schronisko
Płeć: Pies
Status: Adoptowany

15.02.2012

Bosz trafił  do schroniska 6 lutego, jego wiek określono na około 5 lat.

Relacja wolontariusza:

" Bosz jest dużym psem, nie jest wychudzony, chociaż kręgosłup widać. Trafił do schroniskowego szpitala, niestety z powodu ograniczonej liczby miejsc po 5 dniach przeniesiony został do kojca zewnętrznego. W niedzielę 12 lutego po raz pierwszy wzięłam go na spacer. Jest to silny pies, zna smycz, ale woli o tym nie pamiętać, ciekawy świata, bardzo radosny i spragniony kontaktu z człowiekiem. Co do stosunku do innych zwierząt trudno coś pewnego powiedzieć, faktem jest, że nie rzucał się na mijane klatki z innymi psami, wydawał się być obojętny. Bardzo ciągnął w stronę spotkanych w lesie psów, według mnie w celu poznania, zabawy, ale do bezpośredniego kontaktu nie dopuściłam mając na uwadze jego siłę. W kojcu miał dużą, solidną budę, porządnie wyścieloną słomą, koc powieszony w otworze wejściowym co jednak okazało się niczym w porównaniu z panującymi warunkami atmosferycznymi, bo już we wtorek, 14 lutego, podczas kolejnych odwiedzin znalazłam go ponownie w szpitaliku. Bosz nie dał rady, rozchorował się, kaszle, dostaje antybiotyk. Podczas przyjęcia do schroniska został odrobaczony i odpchlony."

01.04.2012

Bosz nadal czeka w schronisku na swojego człowieka ....

Relacja wolontariusza:

"Bardzo ładnie chodzi na smyczy, pomijając pierwsze minuty, gdy z radości gryzie i szarpie smyczą. Szarpie tak energicznie, że mało co nie wyrwie ręki, ale przywołany do porządku i przekupiony smaczkiem szybko odpuszcza. Przy mijaniu klatek z innymi psami, nie ma żadnej reakcji. W klatce również nie wykazuje najmniejszej agresji, widząc inne wychodzące na spacery psy, normalnie ich nie zauważa. Jest uroczym psem, radosnym, ciekawym wszystkiego. Zwróciłam uwagę, że wyjątkowo reaguje na jednoślady: rowery i motory, tak jakby za chwilę miał spotkać kogoś znajomego, wpatruje się i czeka, ... z nadzieją. Bosz wspaniale bawi się przyniesionymi zabawkami. Na komendę zostaw - odpuszcza i czeka na więcej. Cały czas próbuje przytulać się, lizać po twarzy. Podsuwa ten swój wielki łepek do głaskania, czym wzruszył mnie do łez. Widać było, jak spragniony jest bliskości z człowiekiem.
Tak jak obiecałam wcześniej, była próba konfrontacji Bosza. Pomagał mi rosły wolontariusz - Bartek, chłopak, który wyprowadza te "groźne" psy i to on prowadził Bosza, ja byłam z suczką Mullanka, dosyć dużą, młodą, żywiołową. Za każdym razem, bez względu na to, czy Bosz stał a Mullanka przechodziła, czy psy szły obok siebie, czy sunia stała, a Bosz przechodził, nawet jak oba stały - Bosz startował z zębami jako pierwszy, nie jeżył się, nie szczekał. Spinał się, wyrywał i próbował capnąć. Już przy pierwszej próbie Bartek kręcił głową, po kolejnej stwierdził, że nie widzi Bosza w towarzystwie innego psa. Już piszę dlaczego sytuacja nie jest dla mnie jednoznaczna. Jako, że Bosz był już na spacerku tego dnia, zabrałam go na wybieg, chciałam sprawdzić jak tam będzie się zachowywał. Zanim puściłam go luzem, zrobiłam obchód wzdłuż wiat z klatkami przylegającymi do wybiegu. I o dziwo Bosz nie reagował na będące w nich psy, nie prowokowały go nawet te ujadające, rzucające się na kraty - przechodził, jakby był głuchy i ślepy, spokojnie, na luzie kroczył do przodu. W pewnej odległości od klatek puściłam Bosza z luźno zwisającą podwójną smyczą i .... dopiero wtedy ujrzałam Boszka w pełnej krasie. Nie ma cudowniejszego widoku od widoku szczęśliwego, radosnego boksera :)
Na wybiegu Bosz reagował na przywołania, ochoczo ganiał za piłeczką, czy patykami, interesował się życiem za siatką i znowu zaobserwowałam jego zainteresowanie rowerzystami, śledził ich wzrokiem zanim nie zniknęli za drzewami. Zauważyłam również, że komendę "siad" wykonuje niechętnie, ociąga się, mam wrażenie, że sprawia mu ona jakiś dyskomfort.
To były cudowne chwile spędzone z Boszem na wybiegu, chciałabym, żeby jak najszybciej mógł cieszyć się na co dzień taką wolnością.
Sumując - nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że Bosz jest agresywny do innych zwierząt, w niezrozumiały dla mnie sposób drażnią go, wywołują atak. Nie przekreślam możliwości zamieszkania z innym zwierzakiem, ale na pewno będą problemy nawet dla ludzi z doświadczeniem, przynajmniej na początku."

07.05.2012

Do Bosza w końcu uśmiechnęło sie szczęście, bokser zamieszkał w nowym domu w Krakowie.
Dziękujemy Pani kierownik schroniska w Zielonej Górze za pomoc w transporcie.

Relacja Ewy, której bardzo dziękujemy za pomoc w transporcie boksia:
"Kochani Bosz już jest w Krakowie:) Pan Artur jest nim zachwycony. Bosz jest pięknym psiakiem, podróż w aucie początkowo strasznie go męczyła, podobno nie lubi jazdy autem, takie info dostał mój mąż od Pana, który go w końcu po godzinnym opóźnieniu dotransportował do Kątów Wrocławskich. Nie chciał wsiąść do auta i na początku strasznie się denerwował , ale potem już było oki. Do Krakowa dojechali spokojnie, podjechali po mnie i pojechaliśmy do Pana Artura! Pierwsze spotkanie z Panem Arturem było super!! Nie reagował nawet na swoją rezydentkę jamniczkę, a jak już ją obwąchiwał, a ona powarkiwała to ignorował to zupełnie. Problem nastąpił w momencie wejścia do klatki. Zaparł się, a to smok wielki więc próbowaliśmy na wszystkie sposoby, nic nie pomagało nawet smakołyki. W końcu Pan Artur wziął go na ręce i wniósł do klatki schodowej, a tam już były całusy, przytulaki i po schodach zasuwał już sam:) W domu super:) Poznał jedną babcię, drugą babcię.  Były nim oczarowane:) pił , pił i pił bez końca:)  Potem juz było tylko lepiej.  Najbardziej cieszyły go rybki:) Przesyłam zdjęcia jako dowody nowego życia boksiołka, który tak długo czekał w schronisku na swój wymarzony domek."

 

13.09.2015

Dostaliśmy nową relację z domu Bosza.

"Witam serdecznie i pozdrawiam wszystkich wolontariuszy Fundacji, a zwłaszcza Panią, która opiekowała się Boszem.

Kilka lat temu, adoptowałem od Was mojego ancymonka, który jechał do Krakowa.

Bosik był bardzo agresywny do większości, jednak dogadał się z jamniczką rezydentką. Trzy lata temu, jadąc na wakacje z moimi psami, znalazłem suczkę przywiązaną do drzewa. Miała być u mnie póki nie znajdę jej domu, ale ostatecznie Fina została z nami, bo bardzo pokochała Bosa a on odwzajemnił jej miłość.

Podsyłam zdjęcia całej mojej trójki i pozdrawiam Artur z pieskami."

 

 

Fundacja "SOS Bokserom", ul. Mrówcza 77a, 04-857 Warszawa
nr konta: 06 1500 1012 1210 1015 2421 0000
NIP: 952-206-26-60

Copyright © 2017 sosbokserom.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie umieszczone na stronie teksty, zdjęcia, oraz grafiki podlegają prawu autorskiemu i nie wolno kopiować ich w celu wykorzystania komercyjnego lub przekazania osobom trzecim ani też ich zmieniać i wykorzystywać w innych serwisach internetowych.