STRONA GŁÓWNA
ZWIERZĘTA
W DOMU
POD STAŁĄ OPIEKĄ
TĘCZOWY MOST
TELEFONY ALARMOWE
+48 798 180 888
adopcje@sosbokserom.pl
KEJA
Wiek: 7-9
Miejsce pobytu: Klinika Bydg
Umaszczenie: Żółte
Stosunek do dzieci: Nie sprawdzony
Pod opieką: Fundacja
Płeć: Suka
Status: Adoptowany

05.03.2012

Keja długo błąkała się po mieście, dziś została przywieziona przez Straż Miejską do schroniska w stanie agonalnym. Zostaliśmy poinformowani przez pracownika schroniska o jej stanie i sunia przeszła natychmiast po opiekę naszej Fundacji. Po Keję pojechał do schroniska Michał, zawiózł ją od razu do kliniki, gdzie podłączono jej kroplówkę i zrobiono badania. Bokserka nie podnosi się, nie ma siły, jest przeraźliwie wychudzona. Badanie usg oraz wyniki krwi wykazały rozległe ropomacicze.

Keja walczy obecnie o życie!!!! Czeka na operację sterylizacji, którą mamy nadzieję przeżyje mimo wychudzenia i złych wyników. Bokserka waży tylko 14 kg !!!

Prosimy o pomoc dla Kei, prosimy o wpłaty na konto Fundacji z tytułem: "pomoc dla Kei"

Relacja Michała:

"Otrzymaliśmy dzisiaj wiadomość od Asi - pracownika schroniska, że została do nich przywieziona z interwencji wychudzona bokserka. Pojechałem do schroniska, ale moje wyobrażenie wychudzenia nabrało zupełnie innego znaczenia. Sunia ledwie trzymała się na nogach, chodząc posikiwała, a jej widok był przerażający. Nigdy nie widziałem tak wyczerpanego i tak chudego boksera.
Natychmiast wziąłem ją na ręce i na sygnale pojechaliśmy do kliniki. Z pierwszych badań wynikało, że keja ma za niską temperaturę ciała, straszne wychudzenie, stan katatoniczny. Nie potrafi nawet utrzymać główki w górze, a jak siedzi trzęsą się jej nóżki. Badania USG wykazały przewlekłe ropomacicze, które natychmiast powinno zostać usunięte, ponieważ zagraża jej życiu.
Została pobrana krew do badań oraz podana ciepła kroplówka na wzmocnienie, ponieważ jest strasznie odwodniona. W ogóle nie ma z nią kontaktu.
Z badań krwi wynika, że Keja ma wysoką ilość leukocytów, co wskazuje na zapalenie oraz wysoki mocznik 250, a norma to ok. 56.
Dzisiaj w nocy dostanie jeszcze kroplówkę, a jutro zapadnie decyzja, czy zajmie się nią chirurg.
Na noc została dla bezpieczeństwa w klinice pod stałą opieką lekarza weterynarii.
Nie mogę uświadomić sobie kto i w jaki sposób mógł doprowadzić ją do takiego stanu. Żadne słowa nie są w stanie oddać tego jak Keja wygląda na żywo. Walczymy o jej życie..."

07.03.2012

Keja przeszła  wczoraj zabieg sterylizacji, miała rozległe ropomacicze z zapaleniem otrzewnej. Lekarze mówili, że taki stan mógł trwać nawet dwa miesiące!! Wyniki badań krwi są złe, ale nie mogliśmy czekać z operacją, ropomacicze zagrażało jej życiu. Bokserka jest bardzo słaba, nie podnosi się, najbliższe godziny i dni będa decydujące...

Relacja Oli:

"Kejusia po zabiegu obudziła się bez problemu, ale nadal jest słaba, nie podnosi głowy, nie ma siły. Cały czas przyjmuje kroplówki i leki wzmacniające. Na razie nie ma z nią kontaktu, po prostu leży, nie chce patrzeć nikomu w oczy... boi się?? nie ma zaufania?? Lekarze na razie są ostrożni w rokowaniach, decydujące będą najbliższe dni.. Kiedy weszłam do niej zauważyłam małą, przerażoną istotkę, bez nadziei na lepsze jutro, małe stworzenie pytające, czy Ty mnie też skrzywdzisz?? Nie rób mi tego, więcej nie wytrzymam...  "

11.03.2012

Keja po operacji czuła się coraz słabiej, ważyła 12 kg, nie jadła, nie piła, nie podnosiła się.

Relacja Oli:

"Wczoraj zostały wykonane powtórne szczegółowe badania krwi, które wykazały, że nerki są niewydolne (mocznik 391, kreatynina 4,26). Szanse na przeżycie Kei spadały z godziny na godzinę. Weterynarz zadzwonił do mnie i powiedział, że Kei potrzebna jest bliskość i obecność człowieka, aby uwierzyła, że warto walczyć. Wczoraj w nocy odebrałam sunieczkę z Kliniki i zabrałam do domu, była słabiutka, zmęczona. Dzień zaczęłyśmy od kroplówki, na spacer ją wyniosłam, załatwiła się na zewnątrz. Popołudniu nastąpił przełom, Keja po raz pierwszy od poniedziałku zjadła posiłek. I właśnie wtedy przypomniała mi się droga, jaką przeszliśmy razem z Kiniem.. Na pewno nie poddamy się, będziemy walczyć!!! Bo teraz już wiem, że warto!!!"

22.03.2012

Keja zamieszkała w nowym domu u Pana Szymona w Świętochłowicach.

Relacja;

"Mam na imię Keja, co prawda kiedyś nazywałam się inaczej, ale nie chcę już tamtego imienia pamiętać. Teraz jestem Keja i tak chcę, by zostało:). Muszę Wam opowiedzieć o ostatnich dniach w moim życiu, dobrze? Jak pewnie wiecie długo byłam bez domku, marzłam, głodowałam, chorowałam, co tu ukrywać, myślałam, że umrę... Jakimś jednak cudem, dzięki wspaniałym ludziom (są tacy, możecie mi wierzyć) z Fundacji SOS Bokserom jakoś udało się mnie zoperować i podleczyć, ale... Brak mi było bliskiego, mojego człowieka, który głaszcze, karmi, rozdaje całusy i dziwnie mówi..
W piątek pani Ola (która zaopiekowała się mną, jak już mi się żyć nie chciało, wzięła do siebie, przykryła i nakarmiła), zapakowała mnie do samochodu i zawiozła gdzieś, gdzie jakieś dziwne 3 człowieki zaczęły mnie głaskać, całować, płakać i przytulać. To co miałam zrobić? Słabiutka byłam, ale weszłam na tylną kanapę ich samochodu i dałam się zawieźć gdzieś daleko. Bałam się, nie wiedziałam, co się dzieje i gdzie jadę, ale mimo to starałam się być dzielna.. I opłaciło się!!! Słuchajcie, uwierzycie, że mam swój domek, swojego człowieka, swoje miski, swoje żarełko, swoje łóżko??? Ja nie mogłam uwierzyć początkowo, ale ten dziwny sen jakoś się nie kończył!! Słuchajcie, minęły 2 dni a mam ochotę na zabawę (od cioci Izy dostałam swoją zabawkę!), chodzę sobie na spacerki, jem tyle, że mogłabym zjeść wszystko w zasięgu wzroku, całuje mojego człowieka, żeby zapamiętał, że jest mooooj:) Mam ciepły kąt i opiekę:). Wczoraj i dziś byłam u babci "Szyneczki" (chyba mam mojego człowieka), fajnie było:)
A dodatkowo jeszcze dziś miałam nawet odwiedziny, przyjechała ciocia Iza, ciocia Ania i wujek Janusz, pobawiłam się z Nimi, wyprowadziłam ich na spacer, fajnie było;) Błagam tylko w głębi duszy, by się to już nigdy nie zmieniło, nie mam sił już na powtórkę tułaczki.. Jest duża na to nadzieja, bo mój człowiek jakiś taki sympatyczny jest, chyba Go polubię..;) Kochani, wszystkim Wam dziękuję, że pomogliście mi we wszystkim, a mojemu człowiekowi dziękuje, że jest dla mnie:)) Liżę Wam wszystkim mordki i postaram się znów odezwać.
Hau, Hau
Wasz Kejcorek:)

P.S. A pana doktora Sebastiana całuję ze specjalnym podziękowaniem! Uratowałeś mi życie..."

Fundacja "SOS Bokserom", ul. Mrówcza 77a, 04-857 Warszawa
nr konta: 06 1500 1012 1210 1015 2421 0000
NIP: 952-206-26-60

Copyright © 2019 sosbokserom.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie umieszczone na stronie teksty, zdjęcia, oraz grafiki podlegają prawu autorskiemu i nie wolno kopiować ich w celu wykorzystania komercyjnego lub przekazania osobom trzecim ani też ich zmieniać i wykorzystywać w innych serwisach internetowych.
Darmowy Program PIT dostarcza Instytut Wsparcia Organizacji Pozarządowych w ramach projektu PITax.pl dla OPP.